Porankowy INSTAGRAM

14 sierpnia 2007

linking leworęcznego wykształciucha z gwoździem

Porankowa Mama zaczęła się dezorganizować. Totalnie nie może się z niczym wyrobić i szczerze powiedziawszy, gdyby nie wczorajsza wizyta Porankowego Taty Brata Młodszego vel Szwagra to nie byłoby obiadu. Człowiek ten uratował sytuację dzielnie przejmując stery nad garnkami i serwując kociołek pysznego jedzenia, którego starczy na dwa dni dla całego wojska. W podzięce spędził miły wieczór na generalnej wyżerce słodkości z lodówki. A że porankowi rodzice w wyżerce uczestniczyli, dziś w porankowym domu dzień wielkiej diety, a waga ma zakaz pokazywania się.
Skoro zaś o "dniach" mowa - Porankowa Mama miała wczoraj swoje święto. Jak się bowiem okazuje, 13 sierpnia jest Międzynarodowym Dniem Osób Leworęcznych! (Wybaczam brak życzeń :-) Porankowa Mama odrobiła lekcje i poszperała w sieci w poszukiwaniu wieści o obchodach tego dnia, a teraz ciężko się zastanawia, czy aby na pewno powinna się z tą swoją leworęcznością ujawniać, bo wyczytała, że leworęczni to największa mniejszość na świecie, a z tolerancją dla mniejszość w naszym kraju różnie bywa...
Wracając jednak do dezorganizacji Porankowej Mamy, jest ona efektem powiązania dwóch czynników: Porankowej Panienki, która jest bardzo absorbująca i rozwija się w ekspresowym tempie, oraz niezbadanych zasobów internetowych.
Porankowa Panienka odkryła, że świat jest ciekawszy z perspektywy stojącej i ambitnie odmawia leżenia i siedzenia. Ba, Porankowa Panienka odkryła, że jeśli się porusza nogami, pozycja stojąca jest jeszcze ciekawsza, bo można się przemieszczać. Szkopuł w tym, że Porankowa Panienka nie potrafi jeszcze sama stać (tzn. jeśli się ją ustawi przy czymś to się trzyma i stoi sama, ale trzeba ją asekurować), a o samodzielnym chodzeniu mowy tym bardziej nie ma. Dziecko jest jednak inteligentne i znalazło sobie łosia, a raczej dwa łosie, które służą za trzymacze, pchacze i takie tam ułatwiacze do siadania, wstawania i chodzenia... Porankowa Mama robi więc za łosia i o wykonywaniu w ciągu dnia jakiejkolwiek innej czynności mowy nie ma.
Jeśli jednak jakimś cudownym trafem uda się dziecię uśpić na pół godzinki, Porankowa Mama, chcąc odparować mózg, dopada zazwyczaj do komputera w celu sprawdzenia poczty i wysłania tony wiadomości do członków rodziny i znajomych, a także sprawdzenia nowości na forach internetowych, w których się udziela oraz na blogach, które czytuje. No a jak do tych blogów dotrze, to... uprawia linking, Linking to porankowy neologizm, który określa sposób surfowania po sieci - od linku do linku. Czyli Porankowa Mama trafia na jakąś stronę (najczęściej bloga), czyta, a potem sprawdza, jakie linki się tam znajdują i przechodzi na kolejna stronę, którą przegląda i szuka linków... I tak potrafi jej zlecieć cenny czas. Głupota totalna, do której się niniejszym przyznaję. Dzięki linkingowi jednak na porankowym blogu pojawił się chociażby Meez, który też jest pochłaniaczem czasu... Kółko zamknięte.
Skoro jednak mowa o odkryciach poczynionych dzięki linkingowi, warto zwrócić uwagę na stronę passive-agrresive notes.com (wybaczcie, ale znów dla anglojęzycznych) - strona bardzo inspirująca, a traktująca o tym, w jaki sposób można komuś "delikatnie", acz stanowczo i dosadnie powiedzieć, że to, co robi, nam się nie podoba. Przy okazji można się czasem dobrze pośmiać. Kolejną stroną (bardzo aktualną w tytule ;-D) są rozmowy podsłuchane w Chicago - jak sama nazwa mówi, są to zapisy prawdziwych dialogów, które ktoś gdzieś usłyszał.
To tak w ramach naciąganego usprawiedliwienia się i uzasadnienia, że linking ma swoje dobre strony...

A co poza tym? Tych, którzy ciekawi są wieści z frontu porankowego informujemy, że w ciągu ostatnich dni:

  • Porankowej Panience dokucza rosnąca dolna dwójka, więc jest mega marudna i właściwie nic jej nie pasuje prócz smarowania dziąseł Calgelem, który chyba jej smakuje, bo w dużej mierze go zjada...
  • Porankowa Mama nadal nie posprzątała porankowego gabinetu, mimo że wywaliła większość rzeczy z szafek... Efekt opłakany wpływa tragicznie na jej samopoczucie.
  • Porankowy Tata miał trzy dni wolnego, co przekłada się na trzy dni totalnego chaosu w funkcjonowaniu Porankowej Mamy. W poniedziałek Porankowy Tata zaczyna dwutygodniowy urlop, więc trzymać kciuki... A przy okazji informujemy, że w ramach dwutygodniowego urlopu planujemy odwiedzić dawno nieodwiedzanych znajomych. Zaczynamy negocjacje - jeśli ktoś się chce z nami spotkać, nich da znać! Kalendarz otwarty!
  • Porankowa Mama upiekła kolejny tort - tym razem podwójny biszkopt z kremem maślanym... Tort wzorowany był na torcie Marthy Stewart i mówiąc szczerze, udał się, ale furrory chyba nie zrobił, bo odbiorcy byli dość powściągliwi w wyrażaniu emocji... Fotka być może pojawi się na blogu. Fotka tortu, nie odbiorców tortu, oczywiście. Dodać jeszcze trzeba, że ozdabianie tortu to tylko pozornie prosta rzecz...


I jeszcze jedno. Porankowa Mama informuje, że chcąc być w zgodzie z obowiązującymi trendami, nosi w torebce gwóźdź, co to nie jest gwoździem dosłownie, ale może stać się przysłowiowym gwoździem. Porankowa Mama nosi bowiem w torebce dyktafon. I lojalnie uprzedza, że potrafi go obsługiwać. Nie, żeby od razu coś insynuować, ale wiecie, tak na wszelki wypadek o tym wspominamy... ;-) Wykształciuchy wiedzą, o co biega, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz