Porankowy INSTAGRAM

11 listopada 2012

pyzy

Dziś 11 listopada. Flaga za oknem powiewa, w domu dziecię pieje na nutę Mazurka Dąbrowskiego (ukłony w stronę przedszkola) i dopytuje o biało-czerwone kotyliony (to też jakaś tradycja zza oceanu, czy to tylko moje wrażenie? nie przypominam sobie kotylionów "za moich czasów"). Świąteczna niedziela zasługuje na świąteczny obiad. Skromnie napomknę, że zapachy z kuchni unoszą się nieziemskie (pomińmy wymownym milczeniem lekko przypalony sos - bohatersko go reanimowałam, pacjent żyje). Mięso, klasycznie polski sos, buraczki, no i pyzy. Tradycyjnie znaczy się.

Ale wróćmy do sedna: PYZY. Wiecie, takie drożdżowe lekkie klucho-kulki gotowane na parze. Choć może nie wiecie, bo nasze poznańskie pyzy znane są ponoć w innych rejonach Polski jako: pampuchy, parowańce, kluski na parze. Sama dowiedziałam się o tych dziwnych nazwach dość niedawno. Jak się okazuje, moje wielkopolskie wyobrażenie pyzy odpowiada internetowemu wyobrażeniu pampucha - wszechwiedząca Wikipedia podaje:
Wielkopolsce pampuchy nazywane są pyzami (gw. kluchy na łachu[1]) lub kluchami na parze – są to kule z ciasta drożdżowego gotowane na parze. Ciasto przyrządza się z zaczynu drożdżowego (drożdże z dodatkiem niewielkich ilości mleka, mąki, cukru i soli), który następnie mieszany jest z właściwymi składnikami ciasta (mąka, jaja, mleko). Do wyrobionego ciasta dodaje się roztopioną margarynę[1]. Garnek z wrzącą wodą obwiązywany jest lnianą ściereczką, na którą układane są kulki z przygotowanego ciasta drożdżowego – po przykryciu są gotowane przez ok. 20 minut[1]. Wyroby takie pyzy w postaci półproduktu do przygotowania w kuchennej łaźni parowej można kupić w sklepach spożywczych. Podawane są zazwyczaj z kapustą modrą lub kaczką.
No właśnie. Ja się dziś przyczepię słowa: zazwyczaj. Jak się okazuje, pyzy mogą być także podawane na słodko, z sosem owocowym (często truskawkowym), z dżemem. Trudno mi wyobrazić sobie smak takiej pyzy na słodko, ale przyjmuję, że może to komuś smakować. U nas jednak, proszę państwa, pyzy jada się na słono. Z sosem od mięsa, ze "sztuką mięsa" obok. Pyza to część obiadu i jak żyję na tym świecie ponad trzydzieści lat, nie spotkałam wielkopolanina, który o pyzie myśli inaczej.

To teraz wróćmy do dzisiejszego obiadu. Wróćmy do mojej pachnącej sztuki mięsa, do moich buraczków. Widzicie to cudo? No, to teraz dorzućcie do tego pyzę zalatującą wanilią, która ma zdecydowanie słodki posmak. No cholera człowieka bierze!

Coca Cola (lokowanie produktu celowe) potrafi różnicować smak napoju zależnie od kraju odbiorcy. Vizir (lokowanie jw) ma inny zapach za zachodnią granicą i u nas. Dlaczego, na Boga, producenci pyz nie mogą zróżnicować ich smaku w zależności od regionu sprzedaży? Czy to sztuka napisać na opakowaniu: pyzy na słodko?

Ech, przynajmniej rogale świętomarcińskie są jedne i nie ma opcji ZONK przy jedzeniu...