Porankowy INSTAGRAM

31 października 2014

Dziecko na Warsztat 2 afterparty

Drugi warsztat za nami. Przebrnęłam przez wszystkie blogi (mam nadzieję, bo jest ich ponad 70!) i pierwsza myśl jest taka: mapa od pana Premiera (a może od pani Premier?) zadomowiła się już wszędzie. A razem z mapą twórczość państwa Mizielińskich. I fajnie! Jest coś, co nas łączy!

Tematem październikowego warsztatu była Polska i znana osoba z nią związana. Zdecydowanie królował Kopernik i jego kosmiczne zainteresowania. Pojawiał się też marszałek Piłsudski oraz Chopin. Jeśli chodzi o dobór bohatera to moją uwagę zwróciły jednak te wpisy:

stacja autyzm - Jasiek Mela i rzecz o horyzontach
rodzinne podróże - królowa Elżbieta
kreatywnik - zabawa z Zamenhofem i esperanto
księżycowa szuflada - starcie Chopina z Grzegorzem Kasdepke (poważnie!)
my home and heart - hrabia Raczyński, biblioteka i DIY okładki na książki

Wędrując po blogach doszłam do wniosku, że muszę założyć notatnik, gdzie będę notować ciekawe linki czy tytuły książek polecanych przez blogujące mamy. Fajnie, że w czasie czytania raportów z warsztatów można się tyle dowiedzieć. Ot chociażby,

biesy dwa - warsztat śladami Kopernika i informacje o odznakach PTTK (nie wiedzieliśmy o tych!)
cały świat Karli - przepis na... domowej roboty... globus
dziecięce klimaty - Chopin w wersji live z linkami do bardzo ciekawych filmów
Tominowo - przepis na cynamonową mapę Polski (i nie tylko)

Normalnie, 70 blogów niosących radość :D Sami zobaczcie!

27 października 2014

Dziecko na Warsztat 2 - Polska

Dziecko na warsztat - odsłona druga: warsztat dotyczący Polski (kraju, w którym aktualnie mieszka uczestnik Warsztatu)
Temat przewodni: znana/wybitna osoba



Nasz drugi warsztat w ramach projektu Dziecko na Warsztat II cudownie wpisał się nasze życie - zgrał się idealnie z obchodami 50-lecia Szkoły, w której uczą się Glorie, i do której chodziłam ja. Co za tym idzie, bardzo oczywiste było dla mnie, jaką osobę "weźmiemy na warsztat". Nasza Szkoła jest bowiem taką szkołą, która od swoich wychowanków wymaga zdobywania wiedzy o swoim patronie. Co roku wiedzę tą trzeba pogłębiać, dokładając coraz to nowe informacje o nim. Co roku na jesień organizowane są apele, wycieczki, prezentacje w klasach. W tym roku, z okazji okrągłego Jubileuszu, półwiecza istnienia Szkoły, postać patrona nabrała szczególnego znaczenia. Dzięki temu my, rodzice, poznaliśmy historię życia niesamowitego człowieka - przyznaję szczerze, że jeszcze w zeszłym roku nie mieliśmy o nim w ogóle pojęcia. Człowieka, dzięki któremu Polacy mogę się cieszyć wieloma atrakcjami i dzięki któremu... Ale o tym za chwilę :) Krótkie słowo wstępu:

Kiedy ja chodziłam do naszej podstawówki, patronem była niejaka Wanda Wasilewska. Postać skrajnie komunistyczna. Pisarka i polityk, Uznana za symbol zdrady narodowej. Nic więc dziwnego, że jeszcze "za moich czasów" Wandę Wasilewską usunięto z funkcji patrona Szkoły (maczał w tym palce mój Tata). Nie śledziłam historii mojej Szkoły w czasach bez patrona. Dopiero, gdy Glorie ruszyły na podbój systemu edukacji dowiedzieliśmy się, że w 1999 roku Szkole nadano nowe imię...

Nasz warsztat był nieco rozciągnięty w czasie. Rozpoczęliśmy go jeszcze zanim ruszył projekt Dziecko na Warsztat II. Gloria Starsza w zeszłym roku poznała podstawowe informacje o patronie - gdzie się urodził, gdzie zmarł, z czego jest znany. W tym roku, obie Glorie uczęszczają już do Szkoły. Wiedząc, czego się spodziewać, już w kwietniu wyruszyliśmy więc na wycieczkę nieopodal Poznania, do pewnego parku - miejsca bardzo związanego z życiem i działalnością naszego patrona. Na początku października Gloria Starsza razem z klasą odwiedziła to samo miejsce podczas wycieczki klasowej - program wycieczki był znacząco bogatszy niż ten, który przewidzieliśmy my, dzięki czemu Gloria zdobyła szereg nowych, fascynujących informacji, którymi dzieliła się z Młodszą. My z kolei, nawiązując do warsztatu, złożyliśmy to teraz w całość i nie dalej niż w minioną sobotę i niedzielę, po uroczystym koncercie-musicalu jubileuszowym w wykonaniu ponad 200 dzieciaków z naszej Szkoły (w tym Glorii Starszej i jej kolegów z klasy teatralnej), dziewczyny mogły usystematyzować zdobytą wiedzę o patronie - człowieku zapomnianym przez wielu, człowieku, o którego zasługach wielu nie wie, choć wielu z nich korzysta. 

Byliście w Zakopanem? Chadzaliście szlakami Tatrzańskiego Parku Narodowego? Byliście nad Morskim Okiem? Jechaliście koleją z Chabówki do Zakopanego? Odwiedziliście Kórnik pod Poznaniem? No właśnie... To wszystko Jego zasługa. Wiecie, o kim mowa?

***
"Współcześni mu nazywali go białym krukiem wśród arystokracji, panem o hetmańskim obliczu, zbawcą Tatr, ale także dziwnym hrabią, żelaznym skąpcem. Don Kichotem, wariatem z Kórnika. Górale mówili o nim polski władac, a krewni - po prostu Władyś (...) Dzięki niemu możemy dzisiaj odwiedzać wspaniałe sale zamku kórnickiego, przechadzać się kwitnącymi alejkami Arboretum, korzystać ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej, wędrować szlakami Tatrzańskiego Parku Narodowego"
z ulotki jubileuszowej naszej Szkoły, 
najprawdopodobniej na postawie materiałów internetowych.

Panie i Panowie, oto... Władysław hrabia Zamoyski. 

WŁADYSŁAW hr. ZAMOYSKI
źródło: zakopanedlaciebie.pl 

Czas zatem na warsztat.

Zadanie 1 - faza wstępna
Zanim do Zamoyskiego dojdziemy, zadałam Gloriom pytanie: kogo ludzie uważają za znanego/wybitnego Polaka? Glorie przeprowadziły sondę wśród rodziny i znajomych. Wyniki próbowałyśmy zobrazować matematycznie wykorzystując wykres słupkowy wykonany przy użyciu klocków (wszak Glorie młode jeszcze i na statystyce się nie znają). Jak myślicie, kto namacalnie wygrał sondę? Oczywiście, że papież Polak - Jan Paweł II. 
Naradzając się nad słupkami komisyjnie doszłyśmy do wniosku, że nasz hrabia Zamoyski jakiś taki znany-nieznany jest. Stąd nasze kolejne zadanie.

Zadanie 2 - burza mózgów
Kim jest Władysław hrabia Zamoyski? Co o nim wiemy? Bardzo ciekawie życiorys Zamoyskiego przestawia na swoim blogu p. Jacek Ptak - link TUTAJ. Kolejne ciekawostki można znaleźć TUTAJ
Młode wyrzuciły z siebie wszystko to, czego się dotąd dowiedziały. Przyznaję, że zaskoczyły mnie swoją wiedzą - rozśmieszyły zarazem, gdy stwierdziły, że dzięki niemu mamy kolej ze schabu do Zakopanego (z Chabówki - schabówki - ze schabu). Serwowały anegdotki, których nie znałam - ot choćby dotyczące spania na twardym biurku z Biblią pod głową, czy też informacje dotyczące wzrostu hrabiego - prawie 2 m. Gloria Starsza z wypiekami na twarzy opowiadał o tajemnych przejściach w kórnickim zamku.

Zadanie 3. analizujemy herb Zamoyskich
Wiemy też, że hrabia Zamoyski posługiwał się herbem Jelita - ot, takim jak na obrazkach poniżej:

szlachecki herb Jelita; źródło: Wikipedia

herb Jelita należący do Zamoyskich; źródło: Wikipedia
Gloria Starsza opowiedziała Młodszej historię nadania tego herbu - w Wikipedii historia ta skrócona jest do tej treści: 
Jan Długosz, Kronika Polska:
  • Początek historii herbu według jednej z najsłynniejszych polskich legend[3] przyjęty jest na 1331 rok gdy, 27 września pod PłowcamiWładysław Łokietek czterdzieści tysięcy zbił Krzyżaków tak, że z jego ludzi czterdziestu tylko i kilku na placu legło, a nazajutrz objeżdżał pobojowisko, między trupami polskimi napadł na jednego swego rycerza Floriana Szaryusza (Floriana Szarego), który mężnie w tej batalii potykając się, wiela ranami zwątlony, jelita swe własną reką w wnętrzności tłoczył. Ujrzawszy to Król, z politowaniem rzekł do swoich; „O, jaką ten zacny żołnierz ponosi mękę”. Na co on sił ostatnich prawie dobywszy odpowiedział: „nie tak mie to dolega i trapi, co widzisz Królu, jako zły sąsiad w jednej ze mna wiosce mieszkąjacy”. Nie turbuj się, prawi, jeżeli wynidziesz z tego razu, uwolnię cię od sąsiedzkiej niewoli”. Jakoż i uwolnił go Łokietek i pańsko udarował. Niektórzy rozumieją, że wtenczas ojczysty jego herb kozła na hełm wyniósł, a trzy kopie, którymi go przeszytego widział, na tarczy osadził.
Co do bycia najsłynniejszą z legend nie jestem pewna, jednakże opowieść ta powtarza się w wielu materiałach źródłowych, więc przyjmijmy, że jest prawdziwa. I zdecydowanie wiedzie prym wśród informacji o patronie wykopywanych przez uczniów naszej Szkoły na potrzeby Dnia Patrona. Cóż, horror, krew, flaki na wierzchu... Znak czasu... 
Przypomniałyśmy sobie, gdzie widziałyśmy fragment tego herbu:

brama prowadząca na teren Zamku w Kórniku

Co ciekawe, Glorie zauważyły, że drugi znak  widniejący na murze (herb Ogończyk, jako że posługiwali się nim Działyńscy, właściciele Kórnika) też już gdzieś widziały - przeszukałyśmy archiwum naszych zdjęć i voila - pamiętacie nasze questy?


Ów herb Jelita (i jego zamojską odmianę) wykorzystałam do ćwiczenia koncentracji i pamięci wzrokowej u młodszej. Glorie uważnie przyglądały się herbowi i miały za zadanie narysować go z pamięci. (zdjęcia wkleję, gdy je wreszcie zgram :)

Zadanie 4. studiujemy mapę
"Zanim wyjedzie się poza granice, trzeba dobrze poznać swój kraj".
Sabina, Projekt Londyn
Postać Zamoyskiego daje nam niesamowitą możliwość poznania naszego kraju!
Trudno jest jednak mówić o czymś, czego się jeszcze w pełni nie widziało. Opierając się więc na posiadanych dotąd informacjach razem z Gloriami ruszyliśmy w podróż palcem po mapie. Snując plany na kolejne podróże, ruszyliśmy do Zakopanego, nad Morskie Oko. Poznaliśmy Tatry i okolice. Zlokalizowaliśmy Chabówkę (oj, trudno było - posiłkowałyśmy się atlasem samochodowym). Odnaleźliśmy Kórnik. Dotarliśmy też do Zamościa - miasta rodowego Zamoyskich, stolicy Ordynacji Zamojskiej. W podróżach po Polsce przydatna okazała się cudna mapa Polska - 25 lat wolności autorstwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich (tak, tych Mizielińskich od obrazkowych map). Mapę tą można zamówić bezpłatnie ze strony Premiera RP - link TUTAJ - naprawdę warto! 



Przy okazji naszych poszukiwań natrafiliśmy też na wzmiankę o Szlaku Zamoyskiego - link TUTAJ - jest to trasa wiodąca przez budynki w Zakopanem i okolicach, związane z osobą Zamoyskiego. Budynki są oznakowane QR kodami, co pozwala szybko połączyć się ze strona internetową i odczytać wzmiankę historyczną. Szlak Zamoyskiego dodajemy do naszej listy "chcemy zwiedzić".

*Jako ciekawostkę podajemy, że przy bramie Zamku w Kórniku stoi taka oto plansza:



Zadanie 5. reklamujemy hrabiego Zamoyskiego
To zadanie jest jeszcze w toku - nie zdążyliśmy go wykonać do końca na czas, za co bardzo przepraszamy Czytelników bloga i ziomków warsztatowych. Liczymy jednak na wyrozumiałość - wszak koncert Jubileuszowy nie zrobił się sam i wymagał wielu prób, także w godzinach wieczornych. Zamysł jednak jest taki: wiemy już, kim był hrabia Zamoyski, wiemy, co zrobił dla Polski. Podajmy tą wieść dalej! Glorie przygotowują plakat reklamowy/plakat wyborczy (jakże na czasie w związku z wyborami samorządowymi 16 listopada...), próbując uzasadnić, dlaczego Zamoyski wielkim Polakiem był... Jak tylko skończą swoje dzieło, będziemy je prezentować!

***
Na wspomnianej już stronie p. Jacka Ptaka, post o Zamoyskim kończy się słowami: 
Już po jego śmierci Stefan Żeromski napisał, że po Władysławie Zamoyskim nie pozostały żadne pisma, plany, gadulstwo i deklaracje, lecz tylko nagi uczynek i dlatego właśnie powinien być czytany w szkołach na równi z arcydziełami narodowych wieszczów.
Myślę, że te słowa są doskonałym uzasadnieniem dla postawionego stwierdzenia: Zamoyski wielkim Polakiem był. Był i basta. :) A że dodatkowo miał zacięcie podróżnicze i zwiedził kawał świata... Pójdziemy w jego ślady i razem z warsztatami będziemy odwiedzać zakątki kuli ziemskiej. Rewelacyjnie się to łączy, prawda?

A teraz lecę dowiadywać się, jakich wielkich ludzi przestawiają dziś inne blogerki biorące udział w warsztacie Dziecka na Warsztat II. Dziś jako pierwszych odwiedzam:
Grzesia - grzesiowy.blox.pl
Karola - karolowamama
Tośkę i Kubusia - My Home and Heart Blog
poznańskie bliźniaki - Kreatywnik

a potem będę wpadać do reszty warsztatowych znajomych:




23 października 2014

Piranie - gra karciana Reinera Knizia

Nie jesteśmy wielkimi znawcami gier - tak komputerowych, jak i planszowych, karcianych czy wszelkich innych. Owszem, gramy w różne gry, gdy mamy ochotę. Zdarza się, że wypożyczymy grę z biblioteki (nasza biblioteka daje nam taką możliwość). Mamy swoje ulubione gry i gry, które mają w naszej rodzinie pewne tradycje. Nie wiemy, co jest aktualnie na topie i nie znamy rankingu gier, o autorach nie wspomnę. Wybierając grę kierujemy się przede wszystkim intuicją. Ten nieco przydługawy wstęp piszę po to, by wyjaśnić, dlaczego z pełną ignorancją podeszłam do gry kupionej przypadkiem, intuicyjnie jako "pamiątka z podróży" w sklepiku w Oceanarium w Stralsundzie.

Z różnych przyczyn miniony weekend spędziłam na bałtyckim wybrzeżu, zwiedzając zarówno Świnoujście, jak i Greifswald czy Stralsund - urokliwe miasteczka niemieckiego wybrzeża. W Stralsundzie "zaliczyłam" Oceanarium - dumę miasta. W sklepiku z pamiątkami w owym Oceanarium szukałam drobiazgu, który mogłabym przywieźć dziewczynom - czegoś, co nie zostałoby rzucone w kąt, a w jakiś sposób wiązało się z rybami i klimatem morskim. Tak trafiłam na małe pudełko - gra karciana Piranie autorstwa Reinera Knizia.


Teraz już wiem, że trafiłam na grę, której jeszcze nie ma w Polsce (a jeśli jest, to mało kto o niej słyszał i praktycznie nie można jej dostać). Wiem też, że trafiłam na grę bardzo znanego twórcy gier, Reinera Knizia, autora m. in. Pędzących Żółwi (o których słyszałam, ale jeszcze nie grałam). Ale wtedy, w Stralsundzie, nie wiedziałam. Przeczytałam opis na pudełku, rzuciłam pedagogicznym okiem i uznałam, że gra będzie ciekawym i bardzo poręcznym (małe, lekkie pudełko) dodatkiem w arsenale pomysłów na nudę.

Piranie to małe pudełko zawierające 53 dobrej jakości karty z narysowanymi rybami - ryby są w różnych kolorach i różnych wielkościach. Na kilku kartach narysowane są piranie - także w różnych kolorach.


Celem gry jest pozbycie się wszystkich kart trzymanych w ręce wykładając karty na stos znajdujący się na stole. Reguła wykładania jest taka: 1) wykładamy kartę, na której przynajmniej jedna ryba ma taki sam kolor jak jedna z ryb na wierzchniej karcie na stosie, 2) na wykładanej karcie ryba musi być większa niż ryba na karcie na stosie (w myśl hasła: większa ryba zjada mniejszą rybę), 3) karta z piraniami może zostać wyłożona na dowolną kartę z zastrzeżeniem, że kolor piranii nie jest taki sam jak którakolwiek z ryb na wierzchniej karcie na stosie, 4) jeśli wierzchnią kartą na stosie są piranie, karta wykładana musi mieć ryby w innym kolorze niż piranie. Każdorazowo wykładając kartę trzeba jeszcze głośno nazwać kolor ryby, która zjada mniejszą rybę. I jeszcze jedno, tu nie gra się "po kolei", gracze wykładają karty "kto pierwszy ten lepszy", co zapewnia dużą dynamikę gry i niejako podkręca atmosferę i napięcie.


W praktyce gra jest mniej skomplikowana niż jej opis. Wymaga od graczy ogromnej koncentracji uwagi i super sprawności rąk - karty w ręce są trzymane w stosie i trzeba je po kolei odwracać, by zobaczyć narysowane na nich ryby. Nazywanie koloru jest także dużym utrudnieniem, bo gracz skupiając się nad wielkością ryb i ich kolorem często nie skupia się nad nazwaniem tego koloru. Grze towarzyszą okrzyki: "piranie", "świeże rybki" (u nas wykrzykiwane w oryginale "frische fische").

Jak wspomniałam, kupując Piranie nie miałam pojęcia, kim jest Reiner Knizia. Po kilkunastu rundach rozgrywek z dzieciakami i Ślubnym (nie wiem, kto ma większy ubaw), zdążyłam już zarejestrować się na forum Board Game Geek (tylko tam znalazłam sensowne info o grze Piranie i innych grach pana Knizia (na stronie jest też instrukcja gry w języku angielskim). Trzeba przyznać, że facet ma pomysł. Gra jest niby prosta i mało wymagająca, ale to tylko pozory.

Jeśli więc traficie gdzieś na Piranie - śmiało kupujcie. Ja będę polować na inne gry pana Knizia.

7 października 2014

Wielkopolski Quest 3: Wokół klasztoru w Owińskach

REKOMENDACJA: Przybijamy porankową łapkę i zdecydowanie polecamy!

Pewna słoneczna, wrześniowa sobota rano. Po trzytygodniowym wyścigu z czasem, pierwszy wolny weekend w komplecie i jeden plan: spać. Ale co potem? Przecież spać nie można cały dzień...
Szybka decyzja i kierunek wyprawy obrany: Owińska. Wieś nieopodal Poznania, znana już w Europie z faktu posiadania parku orientacji przestrzennej - wszak to właśnie w Owińskach jest Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych . Tak blisko, a nas nigdy tam nie było.

Podaliśmy adres naszemu Goostawowi (mapy Google plus lokaj Gustaw i wyszedł nam Goostaw), trochę zabłądziliśmy, gdy Goostaw zapatrzył się na drogę, której nie ma, ale dotarliśmy w końcu na miejsce. Pierwsze, co nas mile zaskoczyło: na planie miasta pojawia się wyraźna informacja o queście! Piątka dla ludzi od PR gminy! Tyle tylko, że... papierową ulotkę questu można pobrać w Urzędzie Miasta Czerwonak... A to sobota, popołudnie... Cóż było robić, Glaxy Note i rysik do ręki i elektroniczną ulotkę wypełnialiśmy szpanując tym, że mamy gadżet rodem z XXI wieku.
Owińska to wieś w województwie wielkopolskim, położona w odległości zaledwie 8 km od Poznania. Quest „Wokół klasztoru” pozwala uczestnikowi zabawy na poznanie dziejów tego niezwykłego miejsca, przez pięć wieków związanego z zakonem cysterek. Sprowadzone przez księcia Przemysła I i jego brata – Bolesława Pobożnego, siostry zakonne zrobiły wiele dobrego dla Owińsk. By poznać niektóre z ich tajemnic, należy rozwiązać zagadki oraz wykonać specjalne zadania. Prawidłowe rozwiązanie doprowadzi wędrowców do skrzyni ze skarbem!
(źródło: http://regionwielkopolska.pl/turystyka/gry-terenowe/wielkopolskie-questywokol-klasztoruowinska.html )

Quest rozpoczyna się przy niepozornie wyglądającej bramie znajdującej się tuż przy głównej drodze z Poznania. I już na początku zaczyna się dobra zabawa, bo trzeba określić, w którą stronę iść - a opcje są trzy... I tu kolejne zaskoczenie: okazuje się, że jesteśmy w miejscu, gdzie biegnie fragment wielkopolskiej drogi św. Jakuba - tej z Gniezna przez Poznań do Głogowa! Udaje nam się jednak namierzyć właściwą drogę i ruszamy na naszą wyprawę...

Muszę przyznać, że gdyby nie quest, z pewnością nie zwrócilibyśmy uwagi na wioskę i jakiś tam rozpadający się kościół ukryty między zabudowaniami gospodarczymi... A już z pewnością nie zwrócilibyśmy uwagi na sposób ułożenia cegieł w ścianie kościoła... Nie przyszłoby nam też do głowy pchać się na łąkę za cmentarzem i kroczyć w wysokich trawach (uwaga! quest wymaga dobrej znajomości drzew!). W efekcie, nie odkrylibyśmy tak niesamowitych i tajemniczych miejsc, jak te, które uwieczniliśmy na zdjęciach:




to jest Dąb Bartek - ale nie ten Bartek, który przychodzi nam na myśl, choć także pomnik przyrody...
Trzeba przyznać, że niektóre polecenia questu były trudne lub podchwytliwe. Chociażby pytanie, które wymagało policzenia okien na tej oto ścianie:


Dziewczyny miały ubaw po pachy, gdy każda odpowiedź, którą podawały, okazywała się nie pasować do kratek umieszczonych w ulotce... Więcej nie zdradzam, bo a nuż ktoś się skusi i będzie chciał quest przejść?

Samo odnalezienie skarbu to także niezły wyczyn. I tu nie będę zdradzać szczegółów, by nie psuć zabawy, powiem tylko tyle, że czasem najtrudniej zobaczyć to, co jest bardzo oczywiste i najbardziej na widoku :) gdy już do skrzyneczki z pieczęcią dotarliśmy, spotkało nas kolejne miłe zaskoczenie - za szybą w budce strażniczej przy parku orientacji przestrzennej stała wyblakła ulotka naszego questu! Zapytałam panów strażników, czy moglibyśmy ją dostać, na co panowie się ożywili i zaoferowali kilka ulotek "bo tu leżą i nikt ich nie chce". Wzięliśmy, uzupełniliśmy, przybiliśmy pieczęcie i wypełniliśmy dołączone kupony, które gwarantują naszym dziewczynom otrzymanie przesyłki od organizatorów. A potem ruszyliśmy na podbój parku, gdzie znaleźliśmy takie cuda:



Tu od razu jedna uwaga dla chcących odwiedzić park - ponieważ jest to park należący niejako do ośrodka dla dzieci niewidomych i służy on wychowankom dla celów edukacyjnych, nie jest dostępny dla zwiedzających w dowolnym momencie. W regulaminie są wyraźnie określone godziny, gdy można z niego skorzystać. Co ciekawe, ponieważ jest to park współfinansowany z funduszy unijnych i konieczne jest wpisanie się na listę odwiedzających.

Muszę przyznać, że quest w Owińskach był dla nas niesamowitym zaskoczeniem. Nie był monotonny, nie był nudny, wymagał nie tylko odwagi i podejmowania decyzji, ale także wiedzy i sprawności fizycznej (spróbujcie kicać przez łąkę pełną "pułapek"). Dopuszczał możliwość błędu (genialne posunięcie: odpowiedź pasuje do kratek, ale okazuje się błędna!), dostarczył ciekawych wiadomości i spowodował, że nasze sobotnie popołudnie było bardzo aktywne i wartościowe. A przy tym poznaliśmy piękny kawałek Polski.


REKOMENDACJA: Przybijamy porankową łapkę i zdecydowanie polecamy!

5 października 2014

Dziecko na Warsztat 1 afterparty


Przebrnęłam przez wszystkie blogi, które zgłosiły chęć udziału w projekcie Dziecko na Warsztat II. Jest ich ponad 80 (choć nie ja liczyłam) i szczerze gratuluję Sabinie z Projektu Londyn zebrania tak licznej grupy kreatywnych rodziców z różnych stron świata i zainspirowania ich do działania.

Każdy blog oferuje co innego - inne podejście, inny sposób działania, myślenia, patrzenia... Jest jednak kilka blogów, które mnie zatrzymały na dłużej, gdy przyglądałam się relacjom z pierwszego warsztatu. Zatrzymały mnie ujęciem tematu, albo sposobem jego przedstawienia. Niekiedy zatrzymały atmosferą panującą na blogu, albo sposobem napisania posta... Otwierałam niektóre strony i czułam, że jestem we właściwym miejscu. To bardzo fajne uczucie.

Przestawiam zatem listę - zaznacza, że nie w kolejności - blogów projektu DnW II, do których po pierwszym warsztacie wzdycham i się uśmiecham:

z różnych stron świata:
3 frozen tears - z Anglii
Zmiana Perspektywy - z Irlandii - galeria
Rodzinne podroze - tona zdjęć z angielskiego Legolandu
Babel School in Taiwan - z Tajwanu
Cztery A i kot - z Bremen
Przedszkole pod Brykającym Gagatkiem- trzy lokalności

z różnych stron Polski:
BIESY DWA - polecają smaczne miejsca w Warszawie :)
Dzika Jabłoń - z Podlasia, póki co magicznie
Pędzę Lecę - pięknie o Białołęce
BambaRiBambam – Pracownia Zabaw Teatralnych - cudownie teatralnie
karolowamama - tu powstaje Wielka Księga Świata Karola
GadżetoMama - połączenie Niedzicy z kipu
Twórcza Rodzina - historycznie i inaczej ujęte
Taki sam dzień - budowanie miasteczka
kolory nietoperza - smokologia stosowana w formie pokazu slajdów
Nasza szkoła domowa - dużo ciekawych pomysłów i wciągająca opowieść
grzesiowy.blox.pl - to będzie ciekawa i pouczająca podróż...
Kolorowa Piaskownica - coś mnie w tym blogu przyciąga, nie wiem jeszcze, co...

po sąsiedzku - z Poznania:
Kreatywnik - sąsiedzko, z Poznania dopadli rogale świętomarcińskie!
My Home and Heart Blog - też z Poznania i to zupełnie inaczej niż my