Porankowy INSTAGRAM

29 sierpnia 2013

przerwa wakacyjna

już niedługo się kończy, ale:

wszystko jasne?
kolacja uszykowana na powitanie Taty po ostatnim dyżurze przed urlopem
własnoręcznie pieczone bułki

wakacje "przed" urlopem można streścić tak:


ech, co więcej dodać?

6 sierpnia 2013

pies

... to stworzenie, którego nie rozumiem. W przeciwieństwie do Glorii Starszej, która niczym Dolittle ze zwierzętami rozmawia. Gdyby nie to, że ma w planie zostać stylistką mody, wróżyłabym jej karierę weterynarza.
W każdym razie pies, a raczej dwa małe, włochate psy, spędzają mi sen z powiek. Rodzina wyjechała i zostałam z pękiem kluczy i prośbą o wyprowadzenie psów na spacer. Pech chce, Ślubny - mistrz wyprowadzania psów - we wskazanej godzinie przejąć smyczy nie może. Do dzieła, zatem!

Nakremowane kremem przeciwsłonecznym i odziane w kapelusze Glorie z entuzjazmem dorównującym moim obawom ruszyły po rodzinne psy. Włochate mordy od drzwi się ucieszyły na nasz widok. Gloria Starsza, dziecię doskonale zorientowane, chwyciła smycze, pogłaskała psiaki, wydała dwie komendy i psiaki odziane w obroże stały gotowe do wyjścia. Uff, damy radę, pomyślałam.
Ale na schodach zaczęły się pierwsze.... schody.
Dwoje radosnych dzieci, dwa radosne psy, dwie mega długie smycze i dwa piętra do pokonania. W połowie drogi smycze się skrzyżowały, psy przebiegły dookoła i - zupełnie jak w głupiej komedii - Glorie stały zaplątane na klatce schodowej.
Wyszłyśmy. Psy zrobiły trzy kroki i... usiadły. Popatrzyliśmy sobie w oczy, ale komunikacja między nami zerowa.
- Słuchaj pies, mam cię wyprowadzić na spacer. Jest gorąco, wiem. Tam jest cień. Bądź łaskaw ruszyć łapy, przejść pod drzewo i siknąć - rzekłam.
- Mama... - Gloria obrzuciła mnie spojrzeniem nieco zaskoczonym - ale ty wiesz, że to jest pies? Pies nie rozumie takich długich zdań.
- Tak? To sama z nim pogadaj - odfuknęłam. - Masz lepszy pomysł?
Gloria spojrzała psy w oczy, wyprostowała się, wykonała jakiś ruch i oto pies maszerował dumnie przy jej nodze. Młodsza ruch powtórzyła, drugi pies szedł obok niej.

Ufff, damy radę.

40 minut spacerowałyśmy pod drzewami. Trzy kroki i psy leżały, siedziały, stały...
- Bo do psa trzeba mieć cierpliwość, mama - rzekła Starsza, po czym ryknęła do psów: Pies, bądź łaskaw sikać, bo ja tu się usmażę jak jajko na patelni!
Już się miałam odezwać, że to zdanie nie różni się niczym od mojego przemówienia do psa i z cierpliwością nie ma nic wspólnego, ale patrzę, a psy... psy potulnie nasikały.

Poważnie, pies to stworzenie, którego nie rozumiem. A moje własne dziecię to stworzenie, którego zaczynam się bać.

Jutro powtórka z rozrywki.

Zdecydowanie wolę nasze żaby.