Porankowy INSTAGRAM

29 grudnia 2011

operacja Gwiazdor cz. II

Na pewnym portalu społecznościowym pewna pani umieściła przed świętami następujący wpis:
Soon all the mums n dads will be waiting for the lovely sound of silence and then turn into stage 1. ninja parent mode: we go first by sneaking upstairs to check the kids are sleeping and then to get all the presents sorted - then u turn into stage 2. para parent mode: like a retard goin shhh did u hear that r they awake shhh then quick they're awake no they're not phew - then stage 3. zombie mode - at the crack of dawn when the kids decide Santa has been and they need to be awake
(pisownia oryginalna - pani jest brytyjką)

W wolnym tłumaczeniu rzecz w tym, że w okolicy świąt Bożego Narodzenia rodzice przechodzą przez 3 fazy: ninja - gdy przygotowują cichaczem prezenty, para-rodzic - gdy ukradkiem podkładają prezenty pod choinkę oraz zombie - gdy rankiem próbują razem z dziećmi udawać zaskoczenie z faktu obecności Mikołaja.


Coś w tym jest. 
My weszliśmy w stadium ninja z początkiem Adwentu, gdy zawisł na ścianie kalendarz adwentowy. W tym roku sami sobie utrudniliśmy zadanie, bo trzeba było pamiętać nie tylko o tym, by pomocnicy Gwiazdora wrzucili nocą drobiazg do odpowiedniej przegródki, ale też, by zabrali z tej przegródki list z informacją, jaki to dobry uczynek Glorie danego dnia zrobiły.
Wpadki się zdarzały. Ot, chociażby taka, że rano Glorie znalazły łakocie w dwóch przegródkach, bo jakoś tak nikomu nie przyszło do głowy spojrzeć, czy ten drugi pomocnik już czegoś nie wrzucił...

Stadium drugie przerabialiśmy dobry tydzień. Począwszy od szeptem prowadzonych rozmów z Gwiazdorem przez telefon (" Nie nie ta lalka tylko ta druga, takie długie włosy powinna mieć. Nie ma? Ma krótkie? To nie ta" itp.), przez przemycanie paczek od Gwiazdora, które zapodziały się u innych w domu, aż po nagłe olśnienie podczas przybycia na miejsce Wigilii, że gospodarze nie wzieli pod uwagę faktu, że Gwiazdor podrzuca prezenty PO kolacji i sterta pod choinka musi zostać ukryta zanim pewne dwie Glorie ją zauważą.

Z kolei stadium zombie przerobiliśmy klasycznie, jak to w krajach anglosaskich przechodzą, w dzień Bożego Narodzenia. Jakoś tak wyszło, że naszą małą tradycją jest, że niezależnie od tego, gdzie spędzamy Wigilię, pod nasżą choinką, w dzień Bożego Narodzenia, Gwiazdor zostawia drobny prezent dla Glori. Przyznaję bez bicia, że motywacja nie była szlachetna - ot, szansa na to, by choć dodatkowe piętnaście minut poleżeć w łóżku i półotwartym okiem spoglądać na bardzo zajęte dzieci. W tym roku nie było inaczej. Przez chwilkę, bo młode - tuż po otwarciu prezentu - stwierdziły:
- Mama, wstawaj już, bo przecież my kolacji wczoraj nie dostałyśmy i jesteśmy baaarrrdddzzzzoooo głodne.
Zapamiętać na przyszły rok: Wigilia w oczach dziecka to nie jest kolacja.

Święta niby za nami. Dookoła szaleństwo nocy Sylwestrowej w pełni. Jak nazwać stadium, które następuje po zombie parent?

22 grudnia 2011

operacja Gwiazdor cz. I

W przedszkolu Gloria Starsza po raz pierwszy w życiu spotkała się z namacalnym Gwiazdorem. Jak dotąd Gwiazdor był u nas zawsze poza zasięgiem wzroku i uszu, w czarodziejski sposób zostawiał prezenty pod choinką i jak ognia unikaliśmy wszelakich przebierańców (to chyba pozostałość po czasach szkolnych Gwiazdorów, którzy przychodzili z tymi czerwonymi policzkami niosąc worek nie tylko z prezentami, ale i z rózgą i wcale miło się nam nie kojarzą).
Muszę jednak przyznać że przedszkolny Gwiazdor mnie urzekł. Wyglądał jakby go wyjęli z jakiegoś świątecznego folderu. Uśmiechnięty, odpowiednio krągły, z radosnymi iskierkami w oczach, w pięknym stroju. W ogóle nie przypominał tego szkaradnego stwora z czasów PRL.
Gloria wyfrunęła z sali rozanielona, z wielką paczką pod pachą.
- To paczka od Gwiazdora? Poważnie? - zapytałam poważnie zdziwiona ogromem prezentu.
- No! Kareta z księżniczką! Bombowa! - dziecię wyjęło z torby różową karetę ciągniętą przez fioletowego rumaka z długą grzywą. W karecie siedziała księżniczka.
- I prawdziwy Gwiazdor u was był?
Dziecko spojrzało na mnie poważnie, skwasiło minę i rzekło z wdziękiem prawie pięciolatki:
- Maaaamaaaa, ty też w to wierzysz? Przecież on był udawany. Ktoś się przebrał.
Buch, magia Gwiazdora prysnęła. Gdzie popełniliśmy błąd?
- Ale prezent jest od prawdziwego Gwiazdora. Chyba.
Kamień z serca. Logistycznie opracowana i skrupulatnie przeprowadzona operacja "Gwiazdor" jednak przyniosła efekty.