Porankowy INSTAGRAM

10 sierpnia 2012

lekarz domowy

- Mamaaaaaaa - ryknęło dziecię głosem nie znoszącym sprzeciwu i zarzuciło mnie torbą pełną pustych opakowań po lekarstwach. - Będziesz panią w aptece. Bo lalka jest chora. Ale najpierw będziesz panią doktor.
- Młodaaaa - odchrypiałam głosem nie znoszącym sprzeciwu - to ja tu ledwo dycham i potrzebuję lekarza i apteki. Wykaż się.

I to był błąd. Dziecię podchwyciło temat i w mgnieniu oka chora lala wylądowała w wózku, a młoda-lekarz zjawiła się przy mnie z zabawkowymi słuchawkami.
- Oj, źle to wygląda. Jest pani chora. 
Osłuchała mi czoło (?!), zajrzała do ucha i oka, kazała kaszleć do upadłego.
- Chwila - wybiegła do pokoju po kartkę i długopis. - tu ma pani receptę. I nagroda za dzielność - przykleiła mi naklejkę na stopę. - Do widzenia.
I wyszła.

Wróciła po chwili, młoda-aptekarz.
- Oj, długa ta recepta - rzekła z przekąsem rozkładając pudełka po lekach na stole. - Potrzebuje pani witaminy C, maści do smarowania i kropelek na głowę. I jeszcze ochydny syrop.
Młoda-aptekarz perfekcyjnie wybrała z zestawu pudełek te właściwe (poważnie, dokładnie te, co trzeba na bóle głowy, kaszel i gorączkę).
- Płaci pani sto pięć osiemdziesiąt.
Reszty nie wydała...
I wyszła.

Wróciła po chwili jako matka.
- Tu masz, łykaj - podała mi kubek pełen leków na niby. Potem wtarła maść na niby, nakleiła plaster na czoło... Usiadła na chwilę i zaczęła śpiewać kołysankę.
Nagle wstała.
- No, teraz jesteś zdrowa. To mamaaaaa, będziesz lekarzem?