Porankowy INSTAGRAM

26 marca 2016

barany, zające i inne takie czyli Wielkanoc 2016

- Coś mi tutaj brzydko pachnie - rzekła dziś rano Gloria Młodsza, a w mojej głowie nastąpił szybki przegląd jedzenia, które mogło ewentualnie się przypalić, spalić, zgnić i z innych powodów dawać nieprzyjemne efekty węchowe. Niczego nie znalazłam...
- Przecież zając nie potrafi pisać - kontynuowała po chwili Młodsza - więc jak mógł nam zostawić kartkę z informacją, gdzie paczki zostawił?
No tak, rzecz się rozbija o zająca.
- Na mnie nie patrz - rzuciłam jej w odpowiedzi. - Ja spałam!
- Potwierdzam - dopowiedziała Gloria Starsza. - Mama w nocy oglądała film i nie robiła za zająca.
- A skąd Ty wiesz, co ja w nocy robię, hę?
Dziecię nie odpowiedziało. Dodało jednak:
- Choć przyznać trzeba, że ten zając coraz dziwniej obgryza te marchewki...

No żesz... To zając na uszach staje, kreatywnością się wykazuje, żeby drobiazgi pochować, a one się do obgryzania marchewki przyczepią... Zapamiętać: wygooglować sposoby obgryzania marchewki. Na bank coś znajdę.

A przy okazji może znajdę sposób na barana. Tego z masła. Ślubny przed wyjściem na nocny dyżur oznajmił, że jak minutnik zadzwoni, mam wyjąć foremkę z zamrażalnika i jak wyjmę barana ze środka to będzie gotowy... To "JAK" to bardzo ważne słowo. Minutnik zadzwonił, formę wyjęłam, przez kwadrans ją usiłowałam poluzować, żeby zeszła... Zeszła rozrywając barana na pół - każda połówka w połówce foremki. Cóż był robić. Nożyk, masło, sklejam obie części, wkładam do zamrażalnika... Po godzinie to samo... Dosztukowałam więc jedną połowę baranka i włożyłam do zamrażalnika bez przykrycia drugą częścią formy. Minęła kolejna godzina... Barana wyrwałam siłą... Czeka w lodówce na operację plastyczną... Ale jest.

Potem młoda weszła do pokoju.
- Będę robić kaszankę - oznajmiła.
- Matko jedyna, że co?
- Nie znasz się. To takie jajo malowane na jeden kolor...
- Młoda, k-R-aszanka, a nie kaszanka...
- Żadna różnica...
I wyszła z jajem w ręku.

A zza ściany dobiegł nas dźwięk gamy wygrywanej na... tubie. Sąsiad ćwiczy przed procesją rezurekcyjną... Dwa piętra niżej, ale się niesie, że aż miło. Brakuje tylko sąsiadki ćwiczącej Alleluja...

A szkoda. Bo zarówno to właściwe z Oratorium Mesjasza Haendla, jak i to Cohena są piękne.

Wielkanoc, moi mili, Wielkanoc...