Porankowy INSTAGRAM

7 lutego 2008

konsument się wypowiada

Gdy do drzwi dzwoni dzwonek nie poprzedzony sygnałem domofonu kilka chwil wcześniej, porankowa rodzina zazwyczaj drzwi nie otwiera tylko siedzi przez chwilę cicho udając, że jej nie ma (szczególnie, jeśli w domu jest Porankowa Mama sama z dziecięciem). Tak było i wczoraj. Porankowe Kobiety czytały sobie książki, a tu nagle do drzwi ktoś zadzwonił. I byłoby wszystko dobrze, gdyby nie to, że ten sam ktoś zadzwonił także do sąsiadów powodując ujadanie ich psa o znaczącym imieniu Eros...
Porankowa Panienka zignorowała dzwonek do drzwi, ale nie potrafiła zignorować szczekania psa. A jako że potrafi samodzielnie zejść z tapczanu, w oka mgnieniu pojawiła się na korytarzu i zaczęła walić pięściami w drzwi chcąc wyjść i obejrzeć szczekającego psa. Niestety, waląc do drzwi dała znać owemu dzwoniącemu ktosiowi, że dom wcale nie jest pusty.
Porankowej Mamie natychmiast przyszła do głowy myśl, że jeśli drzwi nie otworzy, to za kilka godzin pojawią się w porankowym domu funkcjonariusze policji wraz z pracownikami KOPD albo innej instytucji ratującej dzieci pozostawiane w domu bez opieki. Cóż było robić - trzeba było drzwi otworzyć. I jak się okazało później, była to słuszna decyzja.
Za drzwiami stała bowiem Pani ankieterka, która z błaganiem w głosie zapytała, czy Porankowa Mama zgodzi się wziąć udział w teście proszku do prania. Zapewniła przy tym, że nie chodzi o godzinne wypełnianie ankiety lecz o dosłowne przetestowanie 2kg ulepszonego proszku znanej marki.
- Jasne, że tak! - uradowana Porankowa Mama głabnęła 2kg proszku wraz z dzienniczkiem, który ma skrupulatnie wypełniać przy każdym praniu. Pani się ucieszyła, zagroziła, że wróci za jakiś tydzień i sprawdzi efekty i się pożegnała, a Porankowa Mama została z pięknie pachnącym proszkiem.
Zastanawiające jest tylko to, że w dzienniczku jedyna informacja, która jest widocznie ważna dla osób zlecających badanie to to, w jakim dniu konsument prał z użyciem tego proszku oraz czy było to pranie ręczne, wstępne w pralce czy też zasadnicze w pralce. A, ankieterka dopytywała również, jaką pralkę posiada porankowa rodzina - ładowaną od góry czy też ładowaną od przodu... Nie potrafiła odpowiedzieć Porankowej Mamie, jakie to ma znaczenie dla producenta proszku... No cóż, może związki zapachowe inaczej się ulatniają w różnych typach pralek, kto wie.
W każdym razie, producent nie chce wiedzieć, czy konsumentowi podoba się nowy zapach, czy proszek doprał brudne rzeczy, czy pranie było śnieżnobiałe itp. A na takie dziwne pytania porankowa rodzina już miała przyjemność odpowiadać.
Zaczęło się od testu koncentratów pomidorowych. Miła pani wręczyła kilka słoiczków dokładnie oklejonych kartkami papieru, żeby nie można było sprawdzić, jaka firma wyprodukowała ów koncentrat (tak, jakby nie można tego było rozpoznać po kształcie słoiczka i zakrętce...) i poprosiła o ugotowanie kilku zup pomidorowych. Łatwe, prawda? Jasne. Gorzej z ankietą po zakończeniu testu. Porankowa Mama musiała między innymi określić słodkość każdego koncentratu, jego konsystencję i pomidorowość... Z tą pomidorowością to było najgorzej - zawartość cukru w cukrze, wyjdzie na to samo.
Potem przyszedł czas na obiadki dla dzieci. Sytuacja taka sama, słoiczki równie pięknie oklejone i równie łatwe do identyfikacji. Dzienniczek tym razem był jednak o wiele grubszy i wymagał udzielenia odpowiedzi na pytania typu: czy wielkość cząstek w potrawie była odpowiednia? jaka jest ocena smaku warzyw/mięsa? jaka jest ogólna opinia o konsystencji? czy kolor/zapach są odpowiednie? czy obiadek wygląda jak domowy? czy dziecku obiadek smakował? ile dziecko zjadło tego obiadku? itp... najgorzej było z rozpoznawaniem poszczególnych warzyw w owych obiadkach, no i z odpowiedzią, co o obiadku myśli dziecko - Porankowa Panienka nie była skora do rozmowy, ale jadła aż jej się uszy trzęsły. Przynajmniej tak było przez pierwsze cztery słoiczki, bo piątego nawet nie tknęła tylko zaczęła się krzywić i pluć. I miała rację - obiadek był mocno doprawiony czosnkiem i zawierał sporo czerwonej fasolki i mięsa trudnego do identyfikacji. Jakie dziecko jest w stanie coś takiego zjeść żywiąc się domowymi obiadkami i sporadycznie słoiczkiem Gerbera lub BoboVity?
Test słoiczków wymagał także udzielenia przez Porankową Mamę odpowiedzi, jaką nazwę dałaby kompozycji składników zawartej w poszczególnych słoiczkach... To było najprzyjemniejsze, choć wątpliwe jest, czy producent skorzysta z jej pomysłów. Ale zobaczymy - obecnie śledzimy nowości na półkach z żywnością dla dzieci. A w przerwie pierzemy i pierzemy i pierzemy... W nowym proszku oczywiście!

6 lutego 2008

lektura

Bardziej wrażliwy meteopata (przykładowo porankowi rodzice) jest obecnie w stanie rozstroju nerwowego - wczoraj piękna wiosna, dzisiaj mokro i nieprzyjemnie. Co nas czeka jutro?
Wczorajszy dzień (bardzo zabiegany i zapracowany mimo pięknej pogody) został jednak uratowany wyjątkowo udanym obiadem (kurczak curry), długim spacerem z Porankową Panienką w kierunku Biblioteki Uniwersyteckiej (cel został osiągnięty, książka odebrana, choć Porankowej Panience wizyta w mieście wybitnie się nie podobała), wstępną lekturą naukowej choć przyjemnej w odbiorze książki (o buncie młodzieńczym) oraz lekturą małego artykułu z działu Nauka w Gazecie Wyborczej - artykuł dotyczył ceremonii wręczania nominacji profesorskich, która miała miejsce 31 stycznia w Pałacu Prezydenta... Z jednej strony jest to śmieszne, z drugiej tragiczne. Szczególnie w pamięci utkwił Porankowej Mamie ten oto fragment:
Gratulując sukcesu, Pan Prezydent powiedział, że mogliśmy zrobić więcej, a nauka polska pozostawia wiele do życzenia.
No i teraz człowieku, bądź tu mądry... Cokolwiek zrobisz i tak będzie źle... (wymowne milczenie; refleksja ocenzurowana)

Lektura Gazety Wyborczej została przerwana dziwnym odgłosem dobiegającym z pokoju Porankowej Panienki, która wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi miała w tym czasie smacznie drzemać (dodać należy, że od kilku dni dziecię w dzień prawie w ogóle nie sypia). Ów dziwny odgłos został zwieńczony tupotem bosych stóp na panelach i wybiegnięciem małej, śmiejącej się, nie do końca ubranej postaci na korytarz. Porankowa Panienka wykombinowała wczoraj, jak się wyciąga szczebelki z łóżeczka... Taaaaak, to by było na tyle jeśli idzie o spokój psychiczny porankowych rodziców. Dziecko się uniezależnia. Akceleracja.

A dziś Środa Popielcowa...

4 lutego 2008

żabowate urodzinki

Proszę Państwa, oto żaba. Własnoręcznie wykonana. Prawda, że piękna? Sami nie możemy się nadziwić, że taki tort urodzinowy został "wyprodukowany" w porankowej kuchni. Ciekawskim zdradzamy tajniki wykonania:
- należy upiec biszkopt wg tajnego przepisu - przy czym pamiętać należy, by po wyjęciu ciasta z piekarnika, przed wyjęciem z tortownicy, porządnie walnąć nim trzykrotnie w ziemię... to jakiś stary przesąd, ale Porankowa Mama woli nie sprawdzać, czy ciasto wyjdzie bez upadku :-)
- biszkopt przekrawamy na tyle warstw na ile mamy ochotę i smarujemy go takim nadzieniem, na jakie mamy ochotę - dżem, krem, powidła...
- przygotowujemy masę lukrową ala marcepanek (ugotowanego dużego ziemniaka ucieramy z cukrem pudrem, dodajemy trochę mąki ziemniaczanej i olejku migdałowego i ugniatamy aż masa będzie w miarę się trzymać i nie kleić za bardzo do rąk) - do masy można dodać barwnik spożywczy w zależności od potrzeb
- smarujemy wierzch tortu dżemem, kremem, powidłami (wg upodobań) i oklejamy masą lukrową.
Reszta to kwestia "imaginacyji"... Prawda, że proste?

Tort z żabą to był tort urodzinowy Porankowej Panienki. W zeszłą sobotę bowiem Porankowa Panienka obchodziła swoje pierwsze urodziny. Było przyjęcie z dmuchaniem świeczki (oczywiście kilka miesięcy treningu dmuchania świeczek okazało się mało skuteczne - dziecię nauczyło się dmuchać, lecz niekoniecznie w kierunku świeczki). Było "wróżenie" - cóż latorośl wybrała? Pieniążek, a jak! Byli goście, były prezenty. A wśród prezentów była szczotka do zamiatania i mały mop - bo Porankowa Panienka ostatnio ma fioła na punkcie zamiatania i upiera się, żeby zamiatać "dorosłą szczotką", był mały wózek do wożenia lalki, był pluszowy piesek, który wygląda jak prawdziwy, były bajki i płyty z muzyczką do spania, były żaby pod wieloma postaciami... i masa, masa innych rzeczy. Wszystkie prezenty piękne i bardzo przydatne, ale...
... po tygodniu to Porankowa Mama zamiata szczotką mającą metr długości, bo Porankowa Panienka nadal nie może się odkleić od "dorosłej" szczotki, a dziecięcy mop nie przeżył kontaktu z wiadrem z wodą i wyłysiał.
... kilka dni temu do Biedronki, która jest blisko porankowego domu, na spacer pojechał miś w wózku, z tym że ten wózek po kilku metrach pchać musiała Porankowa Mama, bo prawowita właścicielka znalazła ciekawszy obiekt zainteresowania - np. śmietnik z makulaturą...
... kołysanki powodują, że Porankowa Panienka siada w łóżeczku i zaczyna śpiewać razem z wykonawcami, co bynajmniej do spania nie zachęca.
... żaba-myjka zamiast do mycia służy Porankowej Panience w kąpieli jako urządzenie chlapiąco-rozlewające zmuszające porankowych rodziców do stałych modłów o to, by nie okazało się, że sąsiadce zaczyna kapać na głowę woda.
Jakby jednak na to nie spojrzeć, Jubilatka jest szczęśliwa.
I chyba z tego szczęścia przesypia od kilku dni całe noce (co oczywiście skutkuje tym, że wstaje ok. 6:30 i w dzień spać za bardzo nie chce).

2 lutego 2008

finał historii

Na czym, to skończyliśmy? Ach, tak. Historia z umową w tle miała swój akt II.
Jakiś tydzień po tym, jak Porankowy Tata zaniósł wypowiedzenie umowy urzędnikowi w owej dużej firmie telekomunikacyjnej, w porankowym domu zadzwonił telefon. Miły, damski głos w słuchawce pragnął rozmawiać z Porankowym Tatą, którego akurat w domu nie było.
- Jeśli można zapytać, w jakiej sprawie? - pozwoliła sobie zagaić Porankowa Mama.
- Czy Pani jest świadoma tego, że Pani mąż złożył rezygnację z numeru stacjonarnego?
- Ależ oczywiście. Decyzja ta była wspólna i jest nieodwołalna - stanowczo stwierdziła Porankowa Mama.
- Mimo to, chciałabym się skontaktować z mężem. Kiedy go zastanę w domu? Czy w najbliższą środę mogę zadzwonić?
- Ależ oczywiście! - radośnie zawołała Poranakowa Mama - Najlepiej w godzinach popołudniowych.
No i na tym się skończyło. O dużej firmie telekomunikacyjnej porankowa rodzina więcej nie słyszała. Zastanawiacie się, gdzie tu haczyk? Otóż to. Owa najbliższa środa wypadała już w grudniu, a z dniem 1 grudnia telefon stacjonarny porankowej rodziny został odłączony od gniazdka, o czym pracownicy dużej firmy telekomunikacyjnej doskonale wiedzieli, bo zostali poinformowani na piśmie. Wykazali się jednak skrajną głupotą, bowiem nie wpadli na to, że Porankowy Tata rezygnując z numeru stacjonarnego powinien im podać nowy numer kontaktowy (powinien w ich mniemaniu). Zapytali tylko, czy numer na umowie nadal jest aktualny (numer stacjonarny, z którego Porankowy Tata właśnie rezygnował!). Ktoś musiał być mądry - Porankowy Tata odrzekł, że owszem... I w ten oto sposób historia z umową w tle dobiegła końca.

A teraz, w ramach aktualizacji, ciekawym donosimy, że Porankowa Panienka obchodziła niedawno swoje 1 urodziny - relacja w następnym poście. Podczas przyjęcia urodzinowego prezentowała się dumnie przechadzając się w koralach na szyi, spince we włosach i szczerząc ośmiozębny uśmiech. Porankowi rodzice również przechadzali się dumnie, bo wyczarowali dla Jubilatki domowej roboty tort z żabą na szczycie.
Ponadto, rozpoczęty niedawno rok 2008 obfitował w porankowym domu w wiele oryginalnych wydarzeń - począwszy od cieknącego kranu w kuchni, który wymagał natychmiastowej naprawy (ku pamięci: w budżecie domowym koniecznie należy uwględniać wydatki na nieprzewidziane katastrofy), poprzez butelkę wina, która wystrzeliła w nocy na porankowym korytarzu zamieniając porankowy dom w niezłą bimbrownię i zmuszając porankowych rodziców do zaplanowania przemalowania ścian, skończywszy na oparzonej stopie (Porankowemu Tacie zachciało się kompotu...), połamanym biodrze (nie naszym - babcia złamała nogę!), ułamanym zębie i niespodziance, o której powiemy, jak będzie sfinalizowana. No i przede wszystkim, po roku bojów, porankowa winda wreszcie jeździ na 6 piętro!!!
Czego chcieć więcej?