Porankowy INSTAGRAM

31 lipca 2007

aktualizacje nieco chaotyczne

Kilka nieprzespanych nocy z rzędu spowodowało, że Porankowa Mama przez ostatnie dni majaczyła. Za dużo się działo dookoła, żeby móc to ogarnąć, więc do tego doszedł dygot wewnętrzny. A na to wszystko, Porankowa Panienka miewa wyjątkowo marudne dni i nic jej do wczoraj nie pasowało, nawet spanie. Viburcolu Porankowa Mama aplikować jednak w ciągu dnia nie chciała, bo raz jedyny tak zrobiła i do teraz ma wyrzuty sumienia przypominając sobie, co zrobił jej z dzieckiem (totalne ogłupienie i brak kontaktu ze światem tylko mętne spojrzenie). Viburcol jest zatem na stany bardzo kryzysowe (tzn. długie wycie aż do utraty tchu).

Dziś porankowe aktualizacje nieco chaotyczne, bo czasem podszyte jeszcze majaczącymi refleksjami Porankowej Mamy:

  • Porankowa Panienka ząbkuje, o czym była mowa. Aktualnie posiadanymi na stanie dwoma jedynkami gryzie wszystko i wszystkich, o czym boleśnie przekonała się Porankowa Mama podczas jednego z ostatnich karmień... Krew się lała... Ofiarami zębów porankowego Wampirka stał się też ostatni numer National Geographic - i artykuł, który Porankowa Mama miała przeczytać został wymemłany na wskroś. Artykułu nie przeczyta. Niedoszłą ofiarą jest także liść storczyka - dzięki Bogu za intuicję i zdolność przewidywania zdarzeń.
  • Porankowa Panienka nie sypiała ostatnio w nocy. To znaczy, zasypiała grzecznie po kąpieli, spała do 1.00-2.00 i potem zaczynała bal, a porankowi rodzice za cholerę nie mogli dojść przyczyny tego stanu rzeczy. Podejrzewali ząbki... Ale dziecię, jak się budziło to nie płakało, więc raczej to nie to. Podejrzewali także głód - w końcu młoda ma 9kg i kawał z niej baby, której zwykłe matczyne mleko mogło nie starczać... Zaopatrzyli się więc w "kaszkę na dobranoc" (gotowa kaszeczka z jabłuszkami i koprem włoskim - Porankowa Mama sama by ją chętnie zjadła) i... Wczoraj wieczorem Porankowa Panienka po kąpieli dostała w rączki butlę z kaszką, piła i piła i piła, aż jej się oczka zamknęły. Powierciła się jeszcze chwilkę i zasnęła. Przespała nocne karmienie, przespała godzinę balowania, ogólnie rzecz biorąc przespała całą noc. Obudziła się koło 6.00, przyssała się do Porankowej Mamy i... zasnęła dalej. Kaszka wchodzi zatem na stałe do porankowego menu, Porankowa Mama kończy z koczowniczym trybem życia i może wreszcie życie się jakoś unormuje, bo dotąd było to życie w letargu.
  • Porankowa Panienka stała się mięsożerem - w niedzielę skonsumowała dynię z indykiem i chyba jej smakowało... Wczoraj wprawdzie ją lekko otrząsnęło po pierwszej łyżeczce, ale skonsumowała danie do końca. W perspektywie mamy potrawkę z królika z ryżem i marchewkę z cielęciną. Schabowy za tydzień ;-D Alergii, póki co, nie zaobserwowano.
  • Porankowa Mama obchodziła w niedzielę imieniny. Ogarnęła ją mania pieczenia, więc napiekła dobroci: ciasteczka owsiane i kruche, placek i babkę (ta ostatnia pieczona godzinę przed przyjściem gości okazała się być hitem dnia...) Goście zmietli wszystko... I dobrze, bo przynajmniej Porankowa Mama ma zrekompensowany bałagan panujący w domu. Dobrze też, że dzień wcześniej Porankowy Tata wpadł na genialny pomysł upieczenia bułek cebulowych, bo przynajmniej wieczorni goście mieli co jeść... No i dobrze, że w porankowej piwniczce z winami jest domowej roboty wino... A tak w ogóle, to jeśli ktoś będzie miał ochotę, to zapraszamy na imieniny - porankowy dom będzie otwarty każdego roku! No chyba, że nas sytuacja w kraju wkurzy do granic i chcąc ochronić dziecię wyjedziemy...
  • Porankowa Mama zaczyna się mocno zastanawiać, czy dziecię nie dostanie rozdwojenia jaźni, bowiem spora część rodziny, mówiąc o młodej damie, używała imienia Wiktoria... No owszem, Porankowa Panienka ma dwa imiona, Elżbieta Wiktoria, ale na co dzień używa tego pierwszego. Ciekawe, czy ta część rodziny o tym wie. Ciekawe, czy w ogóle zanotowała w głowie, że w rodzinie jest Ela...
  • porankowa rodzina powędrowała w sobotę do sklepu, a że zachciało jej się powędrować dalej niż zazwyczaj, znalazła się w okolicach stadionu piłkarskiego, gdzie odbywał się tego dnia mecz... Porankowa Mama z przerażeniem odkryła, że nieodzownym atrybutem kibica jest siatka z piwem. A jeżeli kibic liczy sobie mało wiosen, podąża na mecz z butelką coli lub napoju energizującego... Porankowa Mama podejrzewa, że większość mijanych osób może nawet nie mieć pojęcia, czy mecz się odbył i jaki był jego wynik... I aż strach pomyśleć, co się będzie działo podczas Euro 2012 (tak się składa, że porankowa rodzina będzie siłą rzeczy uczestniczyć w tym wydarzeniu oglądając stadion, ale nie samą murawę, z okna - oby tylko sztuczne ognie był ładne!)
  • Porankowa Panienka odkryła nowy sposób przemieszczania się, który jej się bardzo podoba. Otóż, Porankowa Panienka chodzi... Trzymana za ręce przebiera nogami i idzie! Pominąć należy fakt, że jeszcze sama nie usiądzie z leżenia (choć z pozycji półleżącej tak, a posadzona siedzi), chwiejnie stoi samodzielnie i w ogóle jakaś taka wygodna jest, bo nie podejmuje wysiłku, by się ruszyć tylko czeka aż ją ktoś przemieści... Ot, królowa...
  • A tak w ogóle, porankowa rodzina z radością wita na świecie lemurową Antosię! Oczami wyobraźni widzi już biegającą czeredę w składzie: lemurowa Tosia, przeciągowa Cela i porankowa Ela... Oj, będzie się działo!

A na marginesie, Porankowa Mama odkrywa w sieci coraz to nowe blogi warte czytania. I tak sobie myśli i myśli, że chyba już wie, jakim tematem badań naukowych się zajmie (tak poza doktoratem, dla przyjemności lub też w perspektywie habilitacji, o ile takowa się utrzyma, bo jest pomysł, by ją znieść): rzecz będzie o roli pamiętników, dzienników i blogów w życiu młodzieży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz