Porankowy INSTAGRAM

1 stycznia 2009

sylwestrowe desperado

W sylwestrowe popołudnie Porankowa Mama odkurzyła porankowy salon i niczym Sherlock Holmes zaczęła się zastanawiać, dlaczegóż to - po raz enty - wysypana jest znów ziemia z doniczki. Jako że Watsona w pobliżu nie było, Porankowa Mama do sensownych wniosków nie doszła i udała się do kuchni szykować sylwestrową kolację.
Gdy Porankowy Tata wrócił do domu z pracy i rodzina zasiadła do szybkiego obiadu, Porankowa Mama ponownie zauważyła rozsypaną ziemię wokół doniczki.
- Elżbieto, grzebałaś w doniczce? - łypnęła podejrzliwie na córkę, choć wydawało jej się to mało możliwe, gdyż dziecię sposobności do grzebania w ziemi tego dnia raczej nie miało.
- Uła - odrzekła stanowczo podejrzana zrzucając winę na siostrę, która nieświadoma niczego prychała i pluła zupką jarzynową Gerbera.
- Ula grzebała w doniczce? Ciekawe... - skwitowała Porankowa Mama. - Ale na poważnie, coś lub ktoś rozrzuca ziemię z kwiatów po mieszkaniu. Watsonie, jakiś pomysł?
Watson w osobie Porankowego Taty przełknął kęs obiadu i głośno pomyślał: a może jakiś świerszcz uciekł, jak karmiłem żaby?
- Chcesz powiedzieć, że jest możliwe, że świerszcze mi po mieszkaniu łażą? - Porankowa Mama o mały włos się nie udławiła makaronem.
- Myślę. Może. Choć to mało prawdopodobne.
- To myśl dalej, bo taka odpowiedź mnie nie zadowala - podsumowała Porankowa Mama i rodzina skupiła się na jedzeniu obiadu.
Po obiedzie przyszedł czas na kawę, a gdy kawa się robiła, Porankowy Tata zasiadł przy doniczce i postanowił się jej bliżej przyjrzeć. Postukał, popatrzył, powzdychał, pogrzebał w ziemi i rzekł:
- Już wiem. Nie uwierzysz! Aborygen podkop robi! Skąd ty się tu wziąłeś, hę? - i wraz z tymi słowami wyciągnął przed siebie dłoń, na której siedział zziębnięty i lekko oszołomiony porankowy Aborygen. Biedak. Nie przewidział, że do Australii droga nie wiedzie przez doniczkę ze skrzydłokwiatem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz