Porankowy INSTAGRAM

10 grudnia 2008

3 Aborygenów

Kiedy mężczyzna dzwoni z pracy do domu ot tak sobie, to znak, że coś jest na rzeczy. Tak jak wtedy, gdy wraca do domu i od progu krzyczy: Kochanie, tylko się nie denerwuj!
Z tymi słowami będzie się już zawsze kojarzyć pierwsza Wigilia porankowych - wtedy jeszcze nie - rodziców. W ten sposób Porankowy On przywitał Porankową Oną, a następnie pokazał jej zabandażowaną rękę.
- Bernardyn mnie ugryzł. Ale to nic poważnego.
Jasne, nic poważnego, ale blizny są do teraz... "Nie denerwuj się" zawsze będzie więc powodować wzmożony przepływ adrenaliny i uruchomienie tzw. imaginacyi. Tak jak nagłe telefony z pracy w ciągu dnia.
- Co tam u Was? - zapytał wczoraj Porankowy Tata, ot tak sobie.
- Eeee... A coś się stało? - zapytała Porankowa Mama po tym, jak zdała mu sprawozdanie na zasadzie: wszystko dobrze, tylko Burek zdechł.
- A nic, tak jakby. Dzwonię, żeby zapytać, czy mogę wrócić do domu z trzema lokatorami. Są łagodni.
Matko! Imaginacyja zaczęła działać. Koty, psy, ptaki, węże, pająki, myszki czy może żółwie?
- Mam 3 Aborygenów na odchowanie. Są za małe, żeby je wpuścić do naszego terrarium w klinice, bo duża je może zeżreć...
I w ten oto sposób w porankowym domu od wczoraj mieszka w sumie 4 ludzi i 3 żaby. Rzekotki australijskie, prosto z Australii. Jak dotąd są urocze. Niestety...

3 Aborygenów, jak dotąd bezimiennych.

4 komentarze:

  1. he he, rzeczywiście coś jest w tych stereotypowych damsko-męskich zwrotach :))))


    a czym karmisz żabki?:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, zawsze chwalić niebiosa, że to płazy zamknięte w 4 ściankach, aniżeli brykające wszędzie ssaki... z takimi na odchowanie byłoby gorzej.

    A Porankowa Panienka musi być zachwycona! I widzę nawet, że Porankowy Tata podarował swego storczyka Aborygenom...

    Ehh ci faceci i ich pomysły. Przynajmniej się dzieje! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kamilla! JA nie karmię żab, JA żab nie tykam, ja im tylko pozwalam spać w moim domu ;) Żaby to domena ONEGO.
    Ale tak na serio, Aborygeni żywią się... świerszczami, żywymi, niestety. No i te świerszczyki Porankowy Tata z Porankową Panienką już raz kupili - tragedia! Normalnie aż ciarki po plecach przechodzą... Jeden się ostał ino - ćwierka mi w ciągu dnia... Poważnie...

    OdpowiedzUsuń
  4. ha ha ha ... w sumie wyszlo bajkowo:) gadajacy swierszcz, co nie skonczyl w brzuchach Aborygenow ;)))

    Choc karmienie ich musi byc interesujace prawie jak ogladanie filmu przyrodniczego:)

    OdpowiedzUsuń