Porankowy INSTAGRAM

4 września 2007

samobójca

Ależ pioruńsko zimno jest dzisiaj! Brr...
Miało być o samobójcy, co prawie wskoczył do wózka, więc proszę bardzo.
Porankowa rodzina postanowiła udać się w zeszłym tygodniu na spacer (dnia nie pamiętam), a ponieważ Porankowa Panienka wykazywała objawy skrajnego zmęczenia porannego, porankowi rodzice zadecydowali, że wpierw dziecię zostanie położone spać, a spacer dojdzie do skutku, jak się obudzi. Jak zadecydowali, tak zrobili.
Jakieś pół godziny po tym, jak Porankowa Panienka została skoszarowana w swoim pokoiku, zadzwonił domofon. W słuchawce, którą podniosła Porankowa Mama, rozległ się głos pana, który poprosił o otworzenie drzwi, bo roznosi ulotki...
Dwie godziny później Porankowa Panienka się obudziła, została nakarmiona, ubrana i cała rodzina wybyła z mieszkania na spacerek. Wychodząc z bloku zauważyli na chodniku but - taki sobie prawie-adidas, rozmiaru całkiem normalnego, w stanie też niczego sobie. Granatowy. Obok buta leżały kawałki plastykowej wytłoczki. Na chodniku i na uliczce widać zaś było plamy krwi... Do tego, w poprzek uliczki stał radiowóz, a w nim policjant. Porankowa Mama pomyślała, że kogoś potrącił samochód - cóż, zdarza się, choć dziwne, że na takiej małej uliczce, która prowadzi tylko do porankowego bloku. Z błędu wyprowadziła ją jednak sąsiadka: "A słyszała pani, że tu jakiś mężczyzna wyskoczył z 9 piętra? Ale to nikt od nas. Jakiś obcy przyjechał. Dwie godziny temu. Rynnę połamał"...
Porankowi rodzice zdębieli... Spojrzeli na owo 9 piętro i od razu oczami wyobraźni zobaczyli, jak wychodzą z bloku, tak jak planowali dwie godziny wcześniej, jak pakują dziecię do wózka, a tu nagle bęc, ląduje obok nich lub wręcz na nich pan samobójca... Obcy, żeby nie było, bo jak się okazuje, to najważniejsza informacja dla sąsiadów.
Cóż było robić, porankowi rodzice postanowili nie rozglądać się dookoła i udali się z dzieckiem na spacer do laboratorium foto. Po drodze jednak rozmowa zeszła na temat nieszczęśliwego wypadku. Rozmawiali więc zarówno o samobójstwach ogółem, jak i o tym, dlaczego akurat w ich bloku to się stało, co skłoniło tego pana do takiego czynu itp. Nagle Porankową Mamę olśniło:
- Ty, a jeśli ja tego samobójcę wpuściłam do bloku?
- Dlaczego akurat ty? - zapytał Porankowy Tata.
- No przecież dzwonił jakiś facet, że ulotki roznosi i go wpuściłam... Jezu, umożliwiłam facetowi samobójstwo. Zamordowałam gościa!
No i teraz Porankowa Mama ma wyrzuty sumienia, mimo że nie ma pewności, czy to akurat ten pan od ulotek postanowił skoczyć z okna na 9 piętrze. Ale czy faktycznie ma pytać każdego, kto dzwoni, czy nie zamierza się zabić u nich w bloku?

p.s. samobójca przeżył. Nie wiemy, jakim cudem, ale podobno żył, jak go zabierało pogotowie. Miał (ma) 33 lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz