Porankowy INSTAGRAM

16 września 2009

świerszczyki spod lady i Laberga cd.

Porankowy Tata wrócił dziś do domu ze świerszczykami spod lady. Świerszczyki te grają Porankowej Mamie na nerwach, przez co Porankowa Mama skupić się nie może, a ambitnie założyła, że napisze dziś kolejne kilka stron swojego nieszczęsnego Opus Magnum (nomen omen na tapecie charakterystyka okresu dojrzewania, ech...). Świerszczyki Porankową Mamę rozpraszają do tego stopnia, że pisząc te słowa ma ochotę śwignąć w nie butem.
W powyższych kilku zdaniach nie ma przenośni. Dosłownie: w porankowym domu są świerszczyki, pochodzą spod lady i grają na nerwach. A wszystko przez przeklęte żaby, które czymś się żywić muszą... Porankowy Tata postanowił zabawić się w restauratora i otworzył restaurację dla żab. W menu same "smakołyki"... Szef kuchni poleca szarańcze (zgrozo, aż strach pomyśleć, co będzie, jeśli wylezie z terrarium) i wyjątkowo świergoczące świerszczyki. Kurcze, Prowansja w domowym wydaniu wcale nie jest tak przyjemna. I poważnie, zaraz zacznę świgać butami w to przeklęte pudełko ze świerszczami, bo własnych myśli nie słyszę.

W każdym razie. Odpowiadając na zapytanie Tomaszowej, jak tam porankowe zdrówko, spieszę donieść, że pomijając uporczywe migreny u Porankowej Mamy, reszta ferajny ma się całkiem dobrze. Katary, grypy zostały wypędzone - i to bez użycia Domestosa! :)

A teraz sedno dzisiejszego wpisu - czy ktoś pamięta opowieść o Labergu, który to został wyrzucony przez balkon? Otóż, Laberg... się znalazł. Porankowa mama przerzucała wczoraj papiery przygotowane do przepuszczenia przez niszczarkę i między jakimś tam wyciągiem z konta a jakimś tam spisem ocen studentów natknęła się na Laberga. Tak zwyczajnie sobie leżał... Porankowa Panienka przyjęła fakt odnalezienia zguby z entuzjazmem domagając się natychmiastowego włączenia bajki o krowach. Z kolei Porankowy Tata z pełną powagą rzekł:
- No fajnie. A wiesz, gdzie jest gwarancja?
Tak, historia zaczyna się od nowa - pomyślała Porankowa Mama. Jest Laberg, nie ma gwarancji. Jest gwarancja, nie ma Laberga... Poszukiwania gwarancji jednak przerwano - urządzenie bowiem działa... Proszę nie pytać, jakim cudem, bo nie wiemy. Ot, działa i już. Zagadka zaginionego Laberga jest więc rozwiązana, choć nadal zastanawia, dlaczego Porankowa Panienka z uporem maniaka twierdziła, że go wyrzuciła za balkon...

Na dokładkę do dzisiejszych chaotycznych opowieści, scenka rodzajowa:
Porankowa Mama w akcie desperacji ze zmęczenia postanowiła ukradkiem położyć się na kanapie wykorzystując fakt, że dzieci zajęte były zabawą. Zamknęła oczy i usłyszała taki tekst:
- Ula, chodź, mamę trafił szlag.
Bez komentarza.

I tym optymistycznym akcentem kończę i idę rzucać butami w świerszczyki.

1 komentarz:

  1. :))) No nie! :))) I człowiek zamiast odpocząć, to spada z tej kanapy ze śmiechu... :)

    OdpowiedzUsuń