Porankowy INSTAGRAM

22 lipca 2009

Laberg

- Eluś, gdzie jest Laberg? - zapytała kilka dni temu lekko zaniepokojona Porankowa Mama swoje dziecko lat 2,5.
- Wyrzuciłam przez balkon, mamusiu - padło natychmiast w odpowiedzi.
Matko jedyna, po kim to dziecko odziedziczyło taki czarny humor? Laberga - jej ukochanego (zresztą, ogólnie ukochanego przez porankową rodzinę) - przez balkon? I nic nie powiedziała? Przecież jak tylko coś jej za balkon wypadnie to od razu słychać "Oooł, pomocy! Mamaaaa! Na balkon!", a winowajczyni zalewa się łzami.
- Żartujesz?
- Nie żartuję. Wyrzuciłam. Tam - i dziecię pokazało palcem drzwi balkonowe.
Laberga na trawniku jednak nie było. Ani w krzakach. I na nic się zdały bliższe oględziny okolicznych terenów zielonych, które przeprowadził Porankowy Tata. Laberga wcięło.
- Eluś, jesteś pewna, że wyrzuciłaś przez balkon? - z ledwo tlącą się nadzieją w głosie zapytała ponownie Porankowa Mama.
- Tak.
- A dlaczego?
- Bo wieeeeeszzzzz... Był zepsuty. To trzeba wyrzucić - stwierdziło rezolutnie dziecko.
Fakt. Laberg się zepsuł i dlatego leżał beztrosko w miejscu dostępnym dla dziecka, podczas gdy porankowi rodzice poszukiwali jego gwarancji. Laberga można było oddać do serwisu, bo miał niecały rok. No ale bez gwarancji to i tak mijało się z celem. Bezcelowe teraz było także posiadanie gwarancji skoro Laberga ani widu ani słychu. Gwarancja jednak nadal leży w widocznym miejscu, na wszelki wypadek. Bo może mimo wszystko Laberg się znajdzie? Może jakimś cudem okaże się, że wślizgnął się za jakąś książkę, że został schowany do pudła z zabawkami - choć wszystkie pudła, półki, szafy i szuflady porankowi rodzice wywrócili do góry nogami z tysiąc razy... Niestety, póki co wszystko wskazuje na to, że Porankowa Panienka mówi prawdę. Choć kilka dni później wersja tej prawdy się nieco zmieniła, bo oto w opowieści o akcie wyrzucania Laberga za balkon pojawiła się Porankowa Panieneczka. Nadmienić należy, że prawdopodobnie Porankowa Panieneczka miała swój udział w tym, że Laberg przestał działać. Dziecko ostatnio przeistacza się bowiem w ludzki port USB/czytnik kart/ładowarkę itp. i namiętnie wpycha sobie do buzi bądź oblizuje każde urządzenie, które jest w stanie dorwać.
- Trzeba przyznać, że ta wersja jest bardziej wiarygodna. Z drugiej strony, jakby Ulka wywaliła za balkon Laberga na oczach Elki, to Elka dostałaby ataku szału - stwierdził Porankowy Tata.
Laberg stanowił bowiem jej ulubione źródło rozrywki porannej. Przyznajmy szczerze, kto normalny ma ochotę wstawać o 6 rano tylko dlatego, że dziecko lat 2,5 uznało, że "nie umie już spać"? Jeśli więc taka sytuacja miała miejsce, Porankowa Panienka zostawała skoszarowana pod pierzyną z książką bądź Labergiem (a w Labergu z odpowiednią bajką) i z poleceniem "Zajmij się tym przez chwilkę, bo mamusia musi dojść do siebie".
(W tym miejscu nie będzie usprawiedliwiania się ani bicia się w piersi za to, że Porankowa Mama okazuje się być "wyrodną" matką i przedkłada potrzeby własne nad potrzeby dziecka - ten etap już przeszliśmy. Dzieciom zdecydowanie bardziej potrzebna jest matka "na chodzie" niż matka, która zasypia na stojąco podczas gotowania obiadu).
Do tej pory zagadka zaginionego Laberga nie została rozwiązana. Trzeba jednak przyznać, że zaskakująco strata ta nie robi większego wrażenia na porankowych rodzicach - wszak Laberg nie działał. Zresztą, osobnik, który Laberga sobie przywłaszczył (bo takowy osobnik musi w tej historii się pojawić - nie ma opcji, by Laberg mógł roztrzaskać się w pył po upadku z 6 piętra na trawnik nie zostawiając po sobie śladu) i tak nie będzie miał z niego większego pożytku - świadomość tego faktu także przynosi ulgę.

***

Z innej beczki. Śmierć Michaela Jacksona została przemilczana w porankowych opowieściach. Cóż, porankowi rodzice wielkimi fanami króla popu nie byli, choć - jak przyznali zgodnie oglądając którejś tam nocy powtórkę z uroczystści upamiętniającej jego osobę - zrobiło im się dziwnie, gdy dowiedzili się, że umarł. Bądź co bądź, Michael Jackson był pewną ikoną. Bądź co bądź, znali wiele jego piosenek. Bądź co bądź, drugiego takiego na świecie nie było, nie ma i raczej nie będzie.
Wracając jednak do sedna.
Porankowa Mama pod koniec czerwca stała na przystanku autobusowym czekając na autobus (żeby nie było, że stałą tam w innym celu). Nieopodal stało (także czekając na autobus) dwóch, na oko 14-15 letnich, chłopców (młodych mężczyzn? nastolatków? dzieciaków? facetów? - jak ich nazwać?). Nie sposób było nie podsłuchać ich rozmowy, a rozmowa ta sens miała taki:
- Widziałeś, że autobusy mają wetknięte za oknem flagi?
- No. Tylko nie wiem, dlaczego.
- No co ty, przecież Michael Jackson umarł!
Niech powyższy dialog stanowi preludium do opowieści, które już niedługo mogą się pojawić, a które dotyczyć będą edukacji Porankowych Panien.

ps. proszę wybaczyć nieco zakręcony styl powyższej wypowiedzi - termometr wskazuje w cieniu +32, Porankowa Mama wypija właśnie trzecią kawę zastanawiając się, czy nie zastąpić jej melisą i ogólnie atmosfera i samopoczucie w porankowym domu są rozmemłane...

1 komentarz:

  1. Cóż, sama nie byłam lepsza w kwestii flag... no ale moje podejrzenia bynajmniej nie kierowały się w stronę króla popu. Co do niego to medialna szopka wokół niego powoli ucicha, na szczęście. Ludzie to są jednak jak chorągiewki - w ostatnich latach życia Michaela wyszydzali, oskarżali i pogrążali go, teraz cierpią w agonii z miłości za nim... I gdzie tu logika?

    OdpowiedzUsuń