Porankowy INSTAGRAM

5 września 2009

kropki

Porankowa Panienka czuje jesień w kościach. Poważnie. Oznajmiła to wysiadając z autobusu w drodze powrotnej od lekarza dermatologa. Miała niestety rację, kilka dni później temperatura znacząco spadła, co - jak na złość - zaowocowało katarem w porankowym domu. Ale nie o tym miało być. Miało być o kropkach, które zmusiły porankowe damy do odwiedzin u dermatologa na drugim końcu miasta.
Jakiś czas temu, o czym zresztą wspominaliśmy już niejednokrotnie, Porankowa Panienka obsypała się na twarzy kropkami. Wszelakie choroby zakaźne wykluczono, pediatra orzekł krótko: alergia.
A jak alergia to jechane z dietą eliminacyjną (mleko, jaja...), zmianą proszku do prania na super hiper z wysokiej półki, zmiana kosmetyków na te niealergizujące... Po kolei wszystko, rzecz jasna. Efektu i tak nie dało. Kropki nie zniknęły.
Pani pediatra robiła wielkie oczy i znów rzekła krótko: alergolog. Porankowi rodzice zapisali więc dziecko na wizytę w prywatnej przychodni alergologicznej, wydali na to masę pieniędzy, zafundowali sobie zimowe przygody, a dziecku sporo cierpienia, bo trzeba było robić testy z krwi, mimo tego, że alergolog - doktor nauk medycznych - na pierwszy rzut oka alergii nie stwierdził... Wyniki testów całkowicie negatywne, kropki nie zniknęły.
Pani pediatra ponownie robiła wielkie oczy i wpisała do kartoteki Porankowej Panienki: AZS - atopowe zapalenie skóry. Ołówkiem i ze znakiem zapytania. Rzekła potem krótko: dermatolog.
Tym razem porankowi rodzice postanowili skorzystać z usług NFZu - w końcu Porankowy Tata składki płaci i rodzinną książeczkę ubezpieczeniową w jakimś celu ma.
Porankowa Mama spędziła przy telefonie upojne godziny usiłując dodzwonić się do rejestracji Jedynej Słusznej Specjalistycznej Poradni Dziecięcej w porankowym mieście. Gdy jej się to udało, miła pani w słuchawce rzekła: rejestracja do dermatologa to w rejestracji górnej... I dała numer, pod który się już dodzwonić nie dało.
Porankowa Mama z determinacją załadowała więc dzieci do autobusu i śmignęła na drugi koniec miasta, by osobiście umówić wizytę. Nauczona doświadczeniem telefonicznym, szykowała się na bitwę w zatłoczonej poczekalni. Zdziwiła się więc, gdy poradnia specjalistyczna okazała się być miejscem przyjaznym pacjentowi - w 10 minut pozałatwiała wszystkie sprawy. Wizytę umówiła na termin zaledwie tydzień odległy.
Pani doktor okazała się być przemiłą, gadatliwą, roztrzepaną osobą. Obejrzała dziecię bystrym okiem i orzekła: jakie AZS? To dziecko jest właściwie zdrowe.
Summa summarum, właściwie zdrowe dziecko ma suchą skórę z tzw. rogowaceniem przymieszkowym. Jak sobie Porankowa Mama doczytała, to schorzenie warunkowane jest genetycznie albo w postaci nabytej przez niedobór wit. A. Diabli wiedzą, która przyczyna wywołała je u Porankowej Panienki. Niemniej, coś już wiadomo. I wiadomo, że to nie alergia! Uffff.... Teraz tylko pozostaje cierpliwie czekać na efekty pielęgnacji i przekonać dziecko do wątróbki i hurtowego zajadania marchewki...
Póki co jednak, trzeba dziecko nafaszerować czosnkiem... Katar, katar, katar, panie Zdeneczku!
Kurcze, jesień.

5 komentarzy:

  1. Dzień dobry Porankowa Rodzino :) AZS też nas dopadł swego czasu, ale potem minął. Wydaliśmy kupę kasy na apteczne specyfiki, żeby pokonać szorstką i suchą skórę, w końcu najlepszy i niezastąpiony okazał się zwykły, rodzimy Linomag. Do dzisiaj mam zapasy na wszelki wypadek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj... powinno być "AZS też nas dopadło, ale potem minęło... ;)"

    OdpowiedzUsuń
  3. A witamy Tomaszową w naszych skromnych progach :) Linomag przerobiliśmy, Porankowa Panienka po użyciu tego środka zmieniała barwy z czerwieni na purpurę i robiła się tłusta. Ech... Teraz testujemy Emolium.
    Nas AZS swego czasu ominął, choć może to raczej my ominęliśmy AZS ;) Może atak na dziecko był próbą odkucia się, hę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, teraz tak doczytałam... Czyżby Tomaszowa z tego samego fyrtla? ;)

    OdpowiedzUsuń