Porankowy INSTAGRAM

4 lutego 2012

w Knedelkowie

Wyspane, najedzone, opatulone w ciepłe szale wyruszyły porankowe kobiety w sobotę przedpołudniem na wyprawę do Starego Knedelkowa na spotkanie z gąską Walerią i Cecylką Knedelek (kto nie zna Cecylki, niech szybko zagląda TUTAJ). Jak można przepuścić taką okazję?
Bajecznie kolorowe stoisko, pełne uśmiechniętych dzieci, które w towarzystwie gościa honorowego - autorki opowieści o Cecylce - tworzyły gałgankowe muffiny, znalazłyśmy bez problemu. Co z tego, że było wciśnięte między inne stoiska w gwarnej hali? Ślady łap gąski Walerii sprawę ułatwiły. Dotarłyśmy, kupiłyśmy kolejną część przygód Cecylki (o Wielkanocy tym razem), zdobyłyśmy autograf autorki (knedelkowianka pełną gębą!) i przede wszystkim, świetnie się bawiłyśmy. A teraz zastanawiamy się, jak można zdobyć pluszową gąskę, która zerkała na nas z każdego zakątka Knedelkowa...



Kto jeszcze nie wie, że raz do roku w naszym mieście odbywają się Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży, niech szybko notuje w kalendarzu i pamięta o nich za rok. Istny raj dla oczytanych. A do tego masa ciekawych ludzi, spotkania z autorami i nie tylko (my dzisiaj posłuchaliśmy opowieści pana Maleszki!). No i książki z rabatami.
Targi Książki połączone są z Targami Edukacyjnymi, dzięki czemu, Glorie załapały się także na pokaz w wykonaniu wykładowcy z naszej Politechniki. Młodszej (tak, młodszej, lat 3,5!) tak się spodobało, że na ochotnika, jako pierwsza, przystąpiła do samodzielnego (pod nadzorem pana prowadzącego) wytłaczania w jakiejś dziwnej maszynie krążka z tworzywa sztucznego, które pod wpływem ciepła zmienia kolor. Teraz dumnie chodzi i wszystkim prezentuje "magię" tłumacząc, że to nie czary tylko właściwości :)
Czyżby rósł nam mały inżynier? 
Dodam tylko, że krążek z tworzywa w temperaturze pokojowej ma kolor... świńsko różowy...


* bonus - pomysł na cuchnącego hiacynta:

2 komentarze:

  1. BYLIŚMY w piątek... I nie wiem, czy to kwestia ilości dzieci, wieku dzieci czy mojego nastawienia... Mamy inne wspomnienia: cztery razy wizyta w toalecie (schodami w dóóóół), na widok placu zabaw rozstawionego w hali Targów MŁODSZY miał już gdzieś książki. I zapomnieliśmy walizki na kółkach na książki, bo promocyjne ceny kusiły. Szkoda, że stoiska na wysokości niedostępnej dla większości moich dzieci ;( )NAJMŁODSZA wisiała mi na rękach non stop). Na szczęście mamy KSIĄŻKI, a w książkach autografy więc za rok znów pójdziemy ;)
    Muffiny widzieliśmy, ale moje dzieci na warsztaty zupełnie nie miały ochoty...

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, schodami w dóóóółłłł też pamiętamy. I okrzyki: Mama, ale ja się bojjjęęę! w kontekście tych schodów. Plac zabaw z kolei wrażenia nie zrobił. A stoiska rzeczywiście dla Dużych, a nie Małych.
    My dopiero zaczynamy przygody w wielkim świecie - zanim Glorie poszły do przedszkola, imprezy, warsztaty, spotkania dla dzieci omijały szerokim łukiem. Przedszkole powoli budzi w nich "zwierzaka społecznego". Swoje pięć groszy dorzuciła też Cecylka Knedelek :) To przez nią dały się wyciągnąć na Targi.

    OdpowiedzUsuń