Porankowy INSTAGRAM

8 września 2011

odzew na hasło: przedszkole

Na hasło: "moje dzieci idą do przedszkola" odzew był następujący:
- "no to teraz zobaczycie, jak wam zaczną chorować",
- "kup sobie apteczkę i zarezerwuj sobie kolejkę u pediatry od razu",
- "nie ciesz się, trzeba je będzie wołami ciągnąć",
- "o matko, pamiętam jak moje szły - pierwszy tydzień był koszmarny",
- "tylko nie wierz, że to jest bezpłatne! wiesz ile będziecie płacić dodatkowych opłat?".
Miłe, prawda? Wyobrażam sobie tą radość na wieść o tym, że młode początek tygodnia spędziły w domu - z katarem i gorączką... Nie cieszcie się jednak, maruderzy! Oto nasz odzew na wasz odzew:

- "no to teraz zobaczycie, jak wam zaczną chorować"
Glorie chorują ekspresowo. O ile to chorobą można nazwać. Katar przeszedł w ciągu dnia. Gorączka u starszej minęła po 12 godzinach snu. Nie wróciła. Przyznaję, że przez chwilę rozważałam, czy nie jest to powtórka ze szkarlatyny, albo czy nie są to meningokoki. Najlepiej jednak sama Gloria podsumowała swój stan: to była zmęczeniówka, mama. No właśnie, ZMĘCZENIÓWKA. I tyle. Dziś już obie są w przedszkolu.

- "kup sobie apteczkę i zarezerwuj sobie kolejkę u pediatry od razu"
Kochani, my do lekarza chadzamy wtedy, gdy musimy - na obowiązkowe "przeglądy", na obowiązkowe szczepienia lub w chwili, gdy niepokojące objawy nie dają się zwalczyć domowymi sposobami w ciągu 1-2 dni. Wierzymy w czosnek, cytrynę, herbatę z sokiem malinowym i domowe ciepełko. Antybiotyk weźmiemy, gdy nie ma już innego wyjścia. I poważnie, nasze choroby to chwilowe niedomagania organizmu. Nie rozpaczamy nad każdym siniakiem, każdym otarciem i stłuczeniem. Nie biegam z apteczką do piaskownicy. Stwierdzenia "o jakie straszne bam!", "ała sobie zrobiłaś" i tym podobne nigdy nie były słyszane w naszym domu (bo i określenia: bam, ała, papu, piciu itp. to w ogóle w naszym słowniku nie występują). Rachityczne księżniczki to nie u nas.

- "nie ciesz się, trzeba je będzie wołami ciągnąć",
- "o matko, pamiętam jak moje szły - pierwszy tydzień był koszmarny"
Wczoraj Młodszą musiałam siłą przetrzymać od rana w domu, bo o 7 stała pod drzwiami gotowa do wyjścia. Dzisiaj obie wyskoczyły z łóżek jak z procy i z prędkością światła pokonały drogę do przedszkola. W domu nie mówią o niczym innym - podśpiewują przedszkolne piosenki, stają w kolejce do mycia rąk, odnoszą talerze po jedzeniu... Będę wredna małpa, ale tu dużo zależy od rodziców i od atmosfery, którą się wokół dziecka i jego spraw wytwarza...

"tylko nie wierz, że to jest bezpłatne! wiesz ile będziecie płacić dodatkowych opłat?"
Kochani, edukacja w Polsce JEST bezpłatna! To za opiekę i wychowanie się płaci ;) I za ambicje rodziców. Choć fakt, nie potrafię zrozumieć, dlaczego OBOWIĄZKOWE zajęcia z rytmiki SĄ płatne.

Ale z jednym mogę się zgodzić: przeraża mnie wizja tego, że muszę z zegarkiem w ręku biegać do i z przedszkola. Nie rozpracowałam jeszcze systemu "sprawdzania" godzin przekazania i odebrania dziecka w naszym przedszkolu, ale wolę nie ryzykować płacenia za złamanie warunków umowy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz