Porankowy INSTAGRAM

11 września 2011

9/11

Dokładnie 10 lat temu ok. godz. 15 siedziałam u fryzjera, fryzjerka kończyła suszyć moje włosy, a w radio spiker ogłosił, że samolot uderzył w World Trade Center. Kilka chwil później wróciłam do domu i na ekranie telewizora Tomasz Lis w TVN24 grobowym głosem relacjonował uderzenie drugiego samolotu i upadek pierwszej wieży. Pamiętam, że złapałam za telefon i zadzwoniłam do Ojca do pracy informując go, że w Ameryce chyba zaczyna się wojna. Pamiętam jak godzinę później jechałam do wtedy-nie-Ślubnego nasłuchując w radio w mojej gigantycznej Motoroli wieści ze Stanów. Bolała mnie z nerwów głowa.
Zastanawiałam się. Nad tym, co się dzieje. Nad tym, jakie znaczenie wydarzenia w USA mają dla nas. Nad tym, co dalej. Nad tym, czy będzie coś jeszcze...

10 lat później widok dwóch samolotów wbijających się w wieże World Trade Center nadal budzi emocje - emocje może nawet większe niż wtedy, bo teraz obok siedzą Glorie. Nadal boli mnie głowa na samą myśl. Nadal ze łzami w oczach oglądam relację w TVN24 (i CNN). Nadal się zastanawiam nad tym, co się działo i co się dzieje. Nad tym, jakie znaczenie miał i będzie miał 11 września dla nas i dla pokolenia Glori. Nad tym, co było dalej i co jeszcze będzie dalej. Nad tym, jak się potoczyły dalsze losy świata i w jakim świecie będą żyć Glorie... Zastanawiam się jednak nad czymś jeszcze. Dlaczego przez te 10 lat tak niewiele wyciągnęliśmy z tej lekcji... I dlaczego słowa "we will never forget" tak pusto brzmią...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz