Porankowy INSTAGRAM

13 grudnia 2014

O panice, która z plotki się wzięła...

Kto w piątek 5 grudnia 2014 roku miał kontakt z mediami ten pewnie słyszał, że nad Polską miała pojawić się radioaktywna chmura. Taka wielka, skrajnie niebezpieczna, prosto z Ukrainy. Taka chmura, którą przyrównano do chmury po awarii w Czarnobylu w 1986 i w Fukushimie w 2011. Chmura, która była pokłosiem awarii w Zaporożu - awarii, która rzeczywiście miała miejsce kilka dni wcześniej, ale ponoć nie była groźna. Ta właśnie chmura miała nadejść po godzinie 12:00 5 grudnia 2014 i mieć katastrofalne skutki. I co dziwne, chmura ta miała zagrażać przede wszystkim naszemu miastu...

Wyobraźcie sobie ludzi, którzy pamiętają Czarnobyl. Ludzi, którzy dowiedzieli się o katastrofie z opóźnieniem. Ludzi, którzy hurtowo podawali płyn Lugola dzieciom w obawie przed skutkami wybuchu w reaktorze...

Trzydzieści lat później to właśnie te dzieci - takie mam przynajmniej wrażenie - przyczyniły się do powstania kolejnej paniki. Te dzieci, które są już rodzicami, zaczęły wydzwaniać w panice do szkół oczekując podjęcia natychmiastowych działań zabezpieczających (na marginesie, przecież ściany budynku szkolnego przed promieniowaniem nas nie uchronią...). Dyrektorzy szkół zakazali wyjścia na boiska w czasie przerw, odwołali wycieczki, kazali zamykać okna i nie otwierać do odwołania. Dzieci wygłupione pytały: ale co się dzieje? Nauczyciele wymyślali na poczekaniu bajkę o złej pogodzie, o pyłach z komina, bo piece się rozgrzewają... Wszystko po to, by nie denerwować dzieci, które przecież i tak nie zrozumieją... Ale rodzice nie dali za wygraną. Wysłali dzieciom sms-y. Że nie wolno im wyjść z budynku, że mają czekać w świetlicy aż zostaną odebrane (nawet te z 5 i 6 klasy), że mają bezwzględnie słuchać poleceń nauczycieli (sic!). Szkołom zdenerwowanie się udzieliło. Córka znajomej nie została wydana dziadkowi, który zazwyczaj odbierał ją w piątki ze szkoły - dzwoniono do mamy, czy potwierdza, że dziadek ma młodą odebrać po 12:00 ze szkoły i iść do domu wdychając radioaktywne opary... Uczniowie podłapali, że dzieje się coś złego i zaczęli dopytywać. A "świadomi" rodzice zaczęli informować, że to drugi Czarnobyl, że jadą po płyn Lugola, że od tej chmury można zachorować na nowotwory. Dzieciaki podłapały jeszcze bardziej. Ci bardziej wrażliwi zaczęli płakać, pytając czy umrą. Ci bardziej oporni zaczęli bawić się w zabawę "jesteś napromieniowany - zmieniasz się w potwora".

Dreszczyku emocji dodała pogoda za oknem, która była mglista dając poczucie zadymienia i pobudzała wyobraźnię spanikowanych ludzi. Nawet internet nie pomógł. TVN24 milczało jak zaklęte - czemu się jednak dziwić, przecież po Czarnobylu też nie było informacji... Stacje zagraniczne - cisza... Tylko Fakt odważył się napisać artykuł, że to drugi Czarnobyl - co ciekawe, kilka godzin później na próżno szukać linku w sieci... Strona Państwowej Agencji Atomistyki (PAA) jak na złość się nie uruchomiała - oczywiste, zatajają informacje... A do tego na granicy polsko-ukraińskiej od czasu "awarii" nie pojawiły się ptaki...

W ten sposób sytuacja się nakręciła. I nie pomogło dementi PAA, nie pomogły artykuły i informacje w mediach, że to nie jest prawda, że nic się nie dzieje. Ludzie wiedzieli swoje.

Szkoda mi w tym wszystkim tylko dzieci. Bo mało kto wykorzystał tą sytuację tak, by nauczyć je jak zachować się w sytuacji zagrożenia. Mało kto wytłumaczył, czym jest reaktor atomowy i czym jest chmura radioaktywna. Mało kto (i mówię tu głównie o pracownikach szkół) potraktował całą sytuację jak próby alarm. Wyszła nam z tego zbiorowa histeria. A dzieci nauczyły się tylko tyle, że media kłamią, władza jest do bani, Polska jest do d... bo nie ma zapasu płynu Lugola, a Ukraina (i Rosja, bo przecież za wszystkim stał Putin, prawda?) jest dla nas zagrożeniem...

Jak kto chce poczytać coś więcej o tej zbiorowej paranoi - polecam też zapoznanie się z komentarzami! - klik np. tutaj

A tak w ogóle, to jakoś tak wyszło, że tekst publikuję 13 grudnia...

źródło: oficjalna strona FB Marka Michalaka, Rzecznika Praw Dziecka RP

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz