Wśród wspomnianej radosnej twórczości dla dzieci przeważają ostatnio książki (choć może "książki" to za dużo powiedziane) z naklejkami. Taką książkę otrzymała niedawno Porankowa Panienka. Ładnie wydaną nakładem Wydawnictwa Grafag (podajemy, żeby nie było potem afery), kolorową, przyjemną dla oka. Tytuł: Słówka. Książka ta przypomina taki mały słownik z obrazkami - obrazki zaś to wytwory z plasteliny/modeliny. Niby wszystko super, ale jednak...
Gdy porankowe panny poszły spać, Porankowa Mama od niechcenia przejrzała książeczkę. Pierwsza strona, która przykuła jej uwagę wyglądała tak:

Czy coś przykuwa i Waszą uwagę? Jeśli nie, podpowiadamy: jest to książka wypuszczona na polski rynek, dla polskich dzieci... Z pewnością w wielu polskich domach dzieci odnajdą w kuchni małże, bakłażany, karczochy, awokado... No dobra, czepiamy się?
Naklejanie obrazków to jedno, zabawa z książką - drugie. Dwulatek chętnie bawi się w nazywanie przedmiotów. W komentowanej książeczce autorzy jednak nie pomyśleli o takiej zabawie. Porankowa Panienka miała nie lada problem z nazwaniem następujących obrazków:

Kosz na bieliznę ewidentnie wygląda jak śmietnik z Ulicy Sezamkowej (ten, w którym mieszkał Oscar). Ten czerwony ochłap jest trudny do zidentyfikowania i nawet porankowi rodzice nie nazwali go filetem. A żakiet... Cóż... Na nasze oko to raczej futro... Porankowy Tata wymyślił dziś, że pewnie wydawca zrobił nieudolną kalkę z angielskiego "jacket", bo tylko takie wyjaśnienie wydaje się być sensowne, choć ten sens jest nieco naciągany...
Pomijając powyższe, książeczka oferuje dziecku także niesamowite przeżycia "estetyczne". Oto kilka zwierzaków - proszę zwrócić szczególną uwagę na nogi (proporcje ciała) żyrafy, oczy nosorożca oraz pysk owcy:

Zaskakuje także strona: moje ciało. Nie tylko z powodu oryginalnego pokazania części ciała, ale także ich doboru.
A na koniec, powala proponowana przez Wydawcę kolejna część serii - kształty i rozmiary. Widoczny motor to przykład okręgu, a łódka to trójkąt - o innych nie wspominając...
No dobra, można pomyśleć, że to tylko wyjątek, że dziwaczność książki wynika z jej nietypowego charakteru. Ale nawet zwykłe książki - takie z obrazkami i tekstem - potrafią zaskoczyć. Proszę, poniżej niewinnie wyglądająca książeczka dla dzieci:
W tej niewinnie wyglądającej książeczce odnajdujemy szereg wierszyków o zwierzątkach. Pomijamy drobiazg, jakim jest oprawa graficzna. Skupmy się na tekście i spróbujmy sobie wyobrazić, że czytamy te wierszyki dziecku na dobranoc:

I co? Pierwszy wierszyk jawny horror. Drugi - horror ukryty. Trzeci - eee... Brak komentarza.
Generalnie, wierszyki szerzące agresję, wierszyki bez pedagogicznego sensu, wierszyki pisane chyba tylko po to, by się nazywało, że ktoś coś napisał/wydał.
No ale, my się na tym nie znamy. Przecież w porankowym domu nikt na pedagogice się nie zna...
***
I jeszcze jedno zdjęcie... Tak odnośnie pedagogiki. Porankową Mamę zaskoczyli jej studenci... Na nieoficjalnym spotkaniu kończącym ich "oficjalną" współpracę, wręczyli oni Porankowej Mamie taki oto prezent:
Tym prezentem Porankowa Mama zamyka pewien etap swojej akademickiej kariery. Zamyka go mając ogromne poczucie satysfakcji, bo wszystko wskazuje na to, że wykonała dobrą robotę.