Porankowy INSTAGRAM

23 czerwca 2009

po czym poznać...

Po czym poznać mamę dwójki małych dzieci, która większość czasu spędza z nimi w domu? Po tym, że:
- dostając zaproszenie na wesele tydzień rozważa, czy w ogóle może rozważać wyjście z domu,
- kolejny tydzień rozważa, czy czy decyzja o pójściu na wesele jest decyzją właściwą,
- po potwierdzeniu zaproszenia rozpacza, że źle zrobiła, bo (tu należy wstawić: nie ma co na siebie włożyć, dzieci i tak nie zasną, dzieci się obudzą i będą wyć, wesele jest za daleko - 25 km - i jak coś się stanie, to nie będzie jak przyjechać itp.),
- przez kolejne dni odwleka kwestię wybrania się na zakupy,
- na zakupach rozpacza, że i tak nic na nią nie pasuje i żałuje, że wesele nie jest "za jakieś 15 kg mniej",
- dzień przed weselem przypomina sobie, że nie rozchodziła butów, nie ma zapasowych rajstop, nie wie, co zrobić z włosami, zapomniała zrobić manicure itp.,
- w dniu wesela szuka wymówek, żeby na nie nie iść,
- godzinę przed wyjściem z domu stwierdza: "kurcze, gdzieś tu miałam jakąś szminkę" oraz decyduje się na związanie włosów w koński ogon przy użyciu gumki pożyczonej od własnej córki racjonalizując zarazem brak pożądnego manicure,
- jadąc na wesele myśli o tym, że właściwie to jest jej pierwsze poważne wyjście z domu od... 3 lat(?!) i że nie pamięta, kiedy była poza domem po godzinie 21:00,
- wychodzi z wesela krótko po północy, żeby pójść spać przed 1:00 - "bo dzieci i tak wstaną o 6:30, a do tego i tak idzie do pracy na 9:40, bo jaki sens przekładać ostatnie zajęcia dla studentów, skoro i tak musi wstać o 6:30?"

Po czym poznać tatę dwójki małych dzieci? Po tym, że:
- tydzień przed weselem musi sobie kupić nowe spodnie od garnituru, bo w stare się nie mieści,
- w dniu wesela przypomina sobie, że do garnituru nie pasują adidasy i przewraca pół szafy w poszukiwaniu mokasynów,
- w kościele stwierdza, że go buty obcierają,
- na weselu stwierdza, że go buty obtarły,
- wychodzi z wesela krótko po północy, żeby pójść spać przed 1:00 - "bo dzieci i tak wstaną o 6:30, a zresztą i tak musi iść do pracy na 15".


Tak, poważnie, to nie żart. Wiemy, że to żałosne. Ale liczy się fakt, że byliśmy :))))) Ech...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz