Porankowy INSTAGRAM

12 maja 2011

opowieści zaległe: fryzjer

Porankowe Glorie, jak na glorie przystało, zaczęły interesować się swoim wyglądem. „Nie ubiorę tego”, „to mi się nie podoba”, „ja chcę bluzkę w ciapki, a nie kwiatki” oraz „ten kolor NIE PASUJE!” - są na porządku dziennym.
Ostatnio w ręce Glorii Starszej wpadły książki z fryzurami sprzed ok. 15 lat - takie książki instruktażowe, jak zaplatać te dziwaczne warkocze i upinać równie dziwaczne koki wykorzystując miliard metalowych spinek. No i zaczęłosię. Dziewczę doszło do wniosku, że CHCE mieć kok. A z kokiem w parze idą długie włosy. Zatem: żegnaj fryzuro ala Dora the Explorer!

Tak... Tyle tylko, że przejście z fryzury do ucha na fryzurę za łopatki wymaga umiejętności zgoła innych niż „opitolenie domowe” w wykonaniu matki. Szczególnie, że dziecko okazało się być wierną kopią matki i odziedziczyło po niej włosy, które łamią szczotki i blokują w swoich czeluściach fryzjerskie nożyczki...

Wybraliśmy się zatem do fryzjera.

Przydomowy zakład odpadł w przedbiegach - za karę, bo krótko przed urodzeniem Glorii Starszej pani fryzjerka nie była w stanie obciąć mnie tak, jak chciałam i w efekcie miałam zamiast włosów sieczkę o dużo za krótką niż planowałam.
W następnym salonie fryzjerka rzuciła z daleka okiem na dwie główki i orzekła: ze spokojem 25zł za każdą. Ja z kolei rzuciłam okiem na fryzurę pani fryzjerki i orzekłam: idziemy dalej!
Umówiłyśmy wizytę w sprawdzonym saloniku...

Pani ciachnęła raz i drugi, tu wyrównała, tam ułożyła... Wszystko z myślą o długich włosach na kok. Glorię Młodszą wyrównała, podcięła , przeczesała... A na koniec stwierdziła:
- No nie widać, że one nigdy nie były u fryzjera. Są obcięte bardzo dobrze. Trochę nierówno, ale dobrze.
I zawołała 18zł od głowy.

Teraz wybieramy się do hurtowni fryzjerskiej. Po dobre nożyczki. Do cięcia grzywki.
A potem będziemy upinać fantazyjne koki i pleść francuskie warkocze. A za zaoszczędzone pieniądze będziemy kupować eclery i truskawki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz