Porankowy INSTAGRAM

29 października 2010

telewizja

Postanowiliśmy przyspieszyć nieco internet. W oczekiwaniu na podłączenie w naszym rejonie internetu szerokopasmowego, podpisaliśmy "na pocieszenie" umowę na nową kablówkę - w pełni cyfrową, z pakietem nowych programów do wypróbowania w ciągu miesiąca. 
Umowę podpisaliśmy prawie trzy tygodnie temu. Pan konsultant uprzedził nas, że kurier z nowym, bardziej nowoczesnym dekoderem pojawi się w ciągu dwóch tygodni, a po podłączeniu owego dekodera możemy przez jeden dzień odbierać tylko kanały nadawane analogowo.
Zaczęliśmy odliczanie. 
Minął tydzień i nic. Drugi tydzień mijał. Nic. Dokładnie dwa tygodnie po wizycie konsultanta zadzwonił kurier. Zmieścił się w terminie, na styk, więc nie wściekaliśmy się bardzo. Tylko troszeczkę...

Kurier wręczył nam nowy dekoder, paczkę kabli i uprzedził, że on tylko doręcza i nie mamy nawet myśleć o tym, żeby nam coś podłączył. Podobnie jak konsultant, uprzedził, że przez dzień możemy mieć odbiór tylko analogowy. Wymieniliśmy z nim kilka dziwnych, mało znaczących zdań, podpisaliśmy protokół oddania i odbioru urządzenia i zamknęliśmy za panem drzwi. Ślubny podłączył dekoder w pół godziny i zaczęliśmy odliczanie. To był poniedziałek.
Minął dzień. Telewizji cyfrowej ani widu ani słychu. Co gorsza, kanałów analogowych też ani widu ani słychu. Ślubny chwycił więc o godzinie 20:30 za telefon i połączył się z tzw. call center. To, co usłyszał spowodowało, że zaczęliśmy się wściekać trochę bardziej niż troszeczkę.


Po pierwsze, pani z call center stwierdziła, że nie ma w bazie odnotowanego faktu zmiany dekodera i że być może dopiero po 21:00 nowe dekodery, w tym nasz, będą do bazy wpisywane.
Po drugie, pani z call center stwierdziła, że od momentu wpisania dekodera do bazy do uruchomienia przesyłu cyfrowego mogą minąć... 2 dni (!).
Po trzecie, pani z call center stwierdziła, że może mamy za dobry telewizor i dlatego nie odbiera on kanałów analogowych.
Prócz innego podłączenia kabli, pani z call center nic nie zaleciła.
A w nas bulgotało.


Ślubny podłączył inaczej kable, spędził upojną godzinę grzebiąc w telewizorze w poszukiwaniu kanałów analogowych (znalazł, żeby nie było) i zaczął odliczanie. To był wtorek.
W środę na ekranie telewizora zamiast programów cyfrowych widzieliśmy napis "brak dostępu".
W czwartek - bez zmian. Nadal "brak dostępu".
W piątek od rana to samo. O 14:00 nie wytrzymałam i sama chwyciłam za słuchawkę, żeby połączyć się z panią z call center.
- Kiedy został podłączony dekoder? - zapytała uprzejmie pani od spraw technicznych.
- W poniedziałek wieczorem.
- W poniedziałek, tak to mamy wtorek, środę, czwartek... - zaczęła odliczać pani od spraw technicznych.
- Tak, i piątek dzisiaj - pomogłam wrząc w środku. - A telewizji cyfrowej nadal nie ma.
- A być powinna. Bo mam odnotowane, że... - tu pauza - jest aktywowana.
- A, czyli co dalej? - zapytałam
- Sugeruję przywrócić ustawienia fabryczne dekodera i poczekać od 30 minut do godziny, kanały powinny się pojawiać stopniowo.
Przekazałam wieści Ślubnemu. Chwycił za pilota, włączył telewizor i... naszym oczom ukazał się program cyfrowy.

O ile zakład, że pani z call center aktywowała cyfrowe nadawanie w chwili, gdy z nią rozmawiałam?
Ech... Ważne, że młoda ma wreszcie swoją Penelopę K. na ekranie... Choć aż strach pomyśleć, co to będzie przy zmianie modemu... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz