Porankowy INSTAGRAM

20 maja 2009

z różnych beczek

Porankowa Mama kwitnie na dyżurze w pracowni komputerowej i duma. I tak jej się przypominają różne rzeczy z różnych przysłowiowych beczek.

beczka 1. rower
- Wygląda na mało używany. Opony nawet bieżnik mają - rzekł Porankowy Tata stawiając przez małżonką rower wykopany na strychu teściów. - To co ci jest zatem potrzebne do szczęścia, żeby na nim jeździć? Kask?
- Nie... - zawahała się przez chwilę Porankowa Mama. - Koszyczek!
No i sobie wymyśliła. Koszyczek w myśl hasła: wszyscy mają koszyczek, mam i ja! No ale...
- Wybacz, ale koszyczka do tego roweru raczej się nie da zamontować - ogłosił po kilku dniach poszukiwań. - Takich koszyczków do TAKICH górali nie produkują.
No właśnie: TAKICH górali. Rower Porankowej Mamy wygląda na nowy nie dlatego, że nowym jest, lecz dlatego, że razy, gdy Porankowa Mama na nim jeździła można policzyć na palcach obu dłoni. Sam rower jest jednak wiekowy, o czym za chwilę. Co ciekawe, Porankowa Mama nie pamięta okoliczności jego zakupu, a zazwyczaj takie rzeczy zapamiętuje. Pamięta na przykład, gdy wieki temu w szafce-barku miała schowaną kopertę, w której odkładała pieniądze na zakup pojazdu marki WIGRY III - takiego paskudnego, czerwonego składaka z bagażnikiem. No ale tego różowego (sic!) roweru quasi-górskiego z jakimiś tam brokatowymi nalepkami nie pamięta w ogóle.
- Linka od hamulca przeszkadza w zamontowaniu koszyczka. Teraz już takich nie produkują, zobacz na mój rower. A ty w ogóle na rowerze umiesz jeździć?
- No ba, umiem. Choć ostatni raz na rowerze byłam... Czekaj, kiedy ja byłam ostatni raz na rowerze?
- Ze mną i K. Jak robiłem prawo jazdy.
- Nie żartuj! Prawo jazdy robiłeś... 11 lat temu!
- No właśnie.
- No ale umiem jeździć. Tylko musisz mi wytłumaczyć jeszcze raz jak się używa przerzutek.
- A hamować umiesz?
- No, jadę, tu duszę - Porankowa Mama chwyciła oburącz hamulce - i hamuję...
- I wylatujesz przez kierownicę mordą na beton. Jaaaaaasne...
Czy ktoś ma na wydanie NORMALNY rower, do którego i koszyczek pasuje i hamować można bez obaw o facjatę? Ech...

beczka nr 2. wojna
Jakiś czas temu wspominaliśmy o wojnie, którą Porankowy Tata wytoczył babom na ulicy. No to teraz o tej wojnie.
Można pokusić się o stwierdzenie, że porankowe panienki już kilkakrotnie próbowano na ulicy uprowadzić. Poważnie. No bo jak inaczej zinterpretować np. taką sytuację: Porankowa Mama z obiema córkami idzie na spacer, Porankowa Panienka naciąga sobie na oczy czapkę i woła pod nosem: "gdzie, o gdzie, o gdzie jest dziecko?" (nawiązując do piosenki z programu Niedźwiedź w dużym niebieskim domu). Porankowa Mama przez chwilę się z młodą bawi, ale w chwili, gdy zbliżają się do dość nierównego terenu (schody i takie tam) prosi ją o to, by czapkę założyła normalnie i dodaje: "bo nie widzisz, gdzie idziesz i jeszcze się zgubisz". W tej samej chwili pojawia się przed Porankową Panienką (która jeszcze ma czapkę naciągniętą na oczy) jakaś baba i wyciągając do dziecka dłoń z uśmiechem mówi: "ojej, masz czapkę na oczach i nie widzisz, gdzie idziesz? Chodź, daj rękę. Pani Cię zabierze." (POWAŻNIE!!!!).
Podobnych zdarzeń było już kilka. Za każdym razem jakaś kobieta w wieku przeważnie około emerytalnym lub starszym wyciąga do dzieci rękę i albo coś daje, albo nawiązuje rozmowę, albo głaszcze... Generalnie, wchodzi w kontakt, którego raczej się z obcymi ludźmi nie nawiązuje. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce w Wielką Sobotę 2008. Porankowi rodzice wraz z Porankową Panienką stali wówczas przed kościołem tuż po święceniu potraw. Ludzie już się rozeszli, zostało kilka osób, wśród nich sąsiedzi porankowych rodziców. Dorośli zaczęli rozmawiać, a dzieci (nieco ponad roczne porankowe plus 4 letnia córka sąsiadów) chodziły dookoła (w zasięgu wzroku i chwytu, rzecz jasna). Nagle, pewna dostojna pani na oko 75lat, zaczyna do Porankowej Panienki uśmiechać się, wyciąga rękę i mówi do niej: "pójdziesz ze mną? oj, jakie słodkie maleństwo, nie boi się obcych. Chodź, pani Cię zabierze". Dziecko zareagowało super - rzuciło w stronę pani uważne spojrzenie i biegiem podleciało do rodziców. Pani na to: "Taka nieodpowiedzialność. Należy pilnować dziecka, bo jeszcze je ktoś porwie!" (SIC!!!! POWAŻNIE!!!)
Początkowo Porankowa Mama nie wiedziała jak reagować - w sumie, uśmiechnięta pani nic złego nie robi (tak, człowiek staje się mądrzejszy, jak nabiera doświadczenia). Z czasem zaczęło ją to denerwować i zaczęła tłumaczyć dzieciom, że z obcymi się nie rozmawia, nie bierze od nich cukierków, nie daje ręki i nie odchodzi. Obecnie, gdy taka sytuacja ma miejsce, wyciąga telefon i grozi wezwaniem policji. Efekt: oburzona pani odchodzi głośno komentując bądź zaczyna tłumaczyć, że nie miała nic złego na myśli. Z kolei Porankowy Tata w obliczu potencjalnego zagrożenia odkrył swoje drugie oblicze. Gdy tylko taka baba pojawia się na horyzoncie, grozi jej... pobiciem. Wojna pełną gębą - odpowiedź atakiem na atak, aż do pokonania wroga... Ciekawe tylko, kiedy to nam zaczną grozić policją...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz