Porankowy INSTAGRAM

16 listopada 2014

czekolada w wersji max

Naszła nas ochota na czekoladę. Dużo czekolady. I udało nam się wreszcie położyć temu kres. Upiekliśmy brownie wg przepisu MasterChefa.
Najpierw przepis zobaczyliśmy w telewizji - drużyna czerwonych serwowała w samolocie deser: pięknie czekoladowe ciasto z sosem karmelowym z dodatkiem soli. Gloria młodsza wpadła w zachwyt. Zapragnęła takie brownie zjeść w domu.

Kupiliśmy więc dwie tabliczki gorzkiej czekolady 70%. Zapach, który rozszedł się w domu, gdy rozpuszczaliśmy czekoladę z masłem w kąpieli wodnej był powalający. Potem ubiliśmy jajka z cukrem. Dodaliśmy masę czekoladową, przesialiśmy mąkę i do pieca... W 20 minut cudownie czekoladowa woń wypełniła dom. Potem rozpuściliśmy cukier w odrobinie wody. Bulgoczącą masę potraktowaliśmy odrobiną masła i zalaliśmy zagęszczonym niesłodzonym mlekiem (nie mieliśmy śmietany). Jeśli pamiętacie smak cukierków Werther's Original, wyobraźcie sobie, że otaczają was zewsząd - tak właśnie smakuje i pachnie sos karmelowy. Na koniec odrobina soli. Kawałek ciasta na talerz, duża łyżka sosu i człowiek się poddaje.


Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę się wzdrygać na myśl o czekoladzie. Ogrom czekolady w smaku i zapachu, wyciągnięty dodatkowo przez słony karmel zaspokoił potrzebę czekolady przynajmniej do Bożego Narodzenia. Pierwszy raz zdarzyło się, by nam ciasto zostało na blaszce. I wcale nie dlatego, że jest mało smaczne. Paradoksalnie, jest tak pyszne, że aż nie da się zjeść.
Polecamy!

1 komentarz:

  1. To znaczy, że został jeszcze kawałek? Nadchodzę!

    OdpowiedzUsuń