Porankowy INSTAGRAM

10 września 2010

karuzela rodem z Alternatyw

Choć za oknem pogoda iście jesienna, w porankowym domu - od dziś wprawdzie zakatarzonym - nastroje rodem z Alternatyw. We wtorek było comiesięczne zebranie Rady Wspólnoty, na które z własnej i nieprzymuszonej woli oddelegowałam się sama.

Wtrącić w tym miejscu należy, że szanowny Ślubny vel Porankowy Tata w roli członka Rady Wspólnoty wytrzymał zaledwie pół roku, po czym się poddał. Jak to powiada pewien znajomy, pewnych rzeczy nie da się ani przeskoczyć ani obejść dookoła... Ślubny wysiadł więc z wesołej karuzeli i o uczestnictwie w zebraniach raczej słyszeć już nie chce.

W każdym razie, uzbrojona w nieodzowny atrybut porankowego domu: rodzinny kalendarz - skarbnicę wiedzy i plotek wszelakich, we wtorkowy wieczór o godzinie 20 zeszłam do piwnicy. Ów kalendarz potrzebny był w celu udowodnienia, w jakie dni i o której godzinie były przerwy w dostawie prądu i ciepłej wody.

I tu kolejne wtrącenie i wyjaśnienie zarazem. Proszę sobie wyobrazić, że od prawie dwóch lat raz na jakiś czas (głównie w weekendy oraz tuż przed różnymi świętami) prąd w porankowym domu "sobie pstryka". Jest i go nie ma. Z częstotliwością dwa razy na minutę powtórzyć razy 4 czasem 5 (dzisiaj naliczyliśmy łącznie 14 pstryknięć!). Energetyka uparcie twierdzi, że to nie ich wina, urządzenie monitorujące dostawy prądu, które to urządzenie założono w bloku na tydzień, nic nie wykazało. A prąd "sobie pstryka" psując sprzęty RTV AGD i zmuszając mieszkańców do nadprogramowych wydatków typu zakup UPSa, czy jak to tam się zwie.
Jeśli zaś chodzi o wodę to od jakiegoś bliżej nieokreślonego czasu po godzinie 22 można zapomnieć o ciepłej wodzie w kranie. Nie codziennie, ale na tyle często, żeby budziło to frustrację. Szczególnie, że brak ciepłej wody odbywa się nagle. Przykładowo, sąsiadka uraczyła nas opowieścią o tym, jak zmarznięta nalała sobie wannę gorącej wody (sprawdziła zanim nalała, czy woda rzeczywiście jest ciepła), wskoczyła do niej i z wrzaskiem na ustach wyskoczyła, bo woda okazała się być lodowata.

Wracając zatem do zebrania. Trzeba przyznać, że zapewne po raz pierwszy uczestnicy zebrania rzeczywiście dyskutowali na ważne tematy, w tym także na temat braków prądu i wody i doszli do konkretnych wniosków. Ale nie to jest tu istotne. Istotne jest, że dyskusję "umilał" pokaz filmowy. Dokładnie rzecz biorąc zapis z kamer monitoringu... Jeden i ten sam fragment nagrania powtarzany w kółko przez prawie 2 godziny... Zastanawiacie się, cóż tak interesującego było nagrane? Proszę, odpowiedź: kupa, a konkretnie pan robiący kupę na naszej klatce schodowej tuż pod okiem kamery. Na całe szczęście "kluczowego" momentu nie było widać...
- No i co, poznaje go ktoś? - dopytywał Pan Mucha co chwila. Niestety, jak na złość delikwenta nikt rozpoznać nie chciał.
Pan kuca, pan wstaje (wystosowany został list do energetyki) pan kuca, pan wstaje (brak wody jest dokuczliwy, musi pan przyznać!) pan kuca, pan wstaje (jeśli pan nie przestanie kłamać to pan zaraz na tu nazwa cmentarza się przeprowadzi!) pan kuca, pan wstaje (a wtedy cały cmentarz zmartwychwstanie pod pana rządami, bo nawet umarlaki nie wytrzymają!) i tak dalej, i tak dalej, a pan z łysą głową ubrany w elegancki sweter w biało błękitne paski kucał i wstawał i spodnie zapinał...
Ciekawe jak długo ja wytrzymam w tej karuzeli?

No, przyznajcie sami, Alternatywy pełną gębą, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz